Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Sapkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Sapkowski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 stycznia 2020

Wiedźmin - serial Netflixa


20 grudnia 2019 roku miejsce miała premiera serialu produkcji Netflixa – Wiedźmin. Oczywiście, że nie mogłam odpuścić sobie seansu, a składało się idealnie, gdyż tego dnia zaczynałam swój świąteczny urlop. Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie jestem fanką twórczości pana Sapkowskiego. Nie chodzi wcale o to, że nie podobała mi się historia przez niego stworzona, wręcz przeciwnie, jednakże styl autora był dla mnie zbyt toporny i ciężko miałam przebrnąć przez lekturę – przeczytałam dwie bądź trzy części serii, już nie pamiętam. Bardziej przypadły mi do gustu gry, mam za sobą wszystkie odsłony. Tak, wiem, że serial nic z grami nie ma wspólnego, ale myślę, że warto wspomnieć tutaj dzieło polskiego twórcy gier CD Project. W końcu to między innymi dzięki tej produkcji Wiedźmin stał się towarem eksportowym.

Historia przedstawiona w serialu biegnie trzema torami – poznajemy tytułowego Wiedźmina, Geralta z Rivii, potężną czarodziejkę, Yennefer z Vengerbergu oraz Lwiątko z Cintry, Księżniczkę Ciri. Wydarzenia z życia całej trójki przedstawione są niezależnie od siebie. Uważam, że jest to bardzo dobry zabieg, pozwala nam to bowiem poznać głównych bohaterów, zrozumieć ich pobudki i zachowania. W pewnym momencie losy całej trójki krzyżują się, ale nie będę spojlerować. Chociaż ten, kto ma za sobą lekturę sagi na pewno wie o co chodzi.


Mogłabym powiedzieć, że gdy usłyszałam, iż to Superman, Henry Cavill ma zagrać tytułowego Wiedźmina byłam pełna obaw. Aktor jest, obiektywnie mówiąc, przystojny, zawsze myślałam, że będzie pasował bardziej na amanta, a nie na Łowcę Potworów. Jestem jednak zmuszona oddać mu cały honor, Henry nie grał Geralta. On był Geraltem przez cały sezon serialu. Jego, ruchy, mimika, sposób wypowiadania się sprawiał, że nie można było oderwać wzroku. Charakteryzacja zrobiła swoje. Na uwagę zasługują również sceny walk. Są bardzo dobrze zrealizowane i dopracowane, a Henry Cavill świetnie odnajdywał się w walce na miecze. 


Anya Chalotra, która wcieliła się w rolę Yennefer robiła wszystko, by jak najbardziej oddać charakter potężnej czarodziejki. Czasami jej się to udawało, a czasami odbierałam ją jak naburmuszoną dziewczynkę, która krzywi się kiedy coś nie idzie po jej myśli. Można też pomyśleć, że aktorka jest zbyt młoda na tę rolę, w końcu Anya Charlotra ma dopiero 23 lata, a Yennefer, była kobietą dojrzałą, z wyglądu około czterdziestoletnia, ale uważam, że mimo wszystko nie było to najgorsze rozwiązanie. Mocno widać także jej hinduskie korzenie, ale czy to naprawdę taki minus? Każdy z nas ma jakieś wyobrażenie o postaciach z książek, dlatego myślę, że nigdy nie da się wszystkich zadowolić. Dla mnie osobiście najlepszą Yen była ta przedstawiona w trzeciej odsłonie gier Wiedźmin III: Dziki Gon. Takie same zarzuty mam w stosunku do aktorki wcielającej się w rolę Ciri, chociaż młodziutka Freya Allan, jak dla mnie zagrała o niebo lepiej od Anyi.

Myślę, że na wyróżnienie aktorskiej gry zasługują również Joey Batey wcielający się w rolę Jaskra. Jego postać wyszła właśnie taka, jaką sobie zawsze wyobrażałam – słodki i uroczy a przy tym niestosownie irytujący, nadrabiający jednak poczuciem humoru. Ponadto bardzo przekonujące były dla mnie dwie kobiecie postaci: Jodhi May jako królowa Calanthe oraz MyAnna Buring jako Tissaia de Vries. Od samego początku bardzo dobrze wczuwały się w charakter swoich postaci, nie było w nich ani trochę sztywności i wymuszenia. Z kolei największym niewypałem okazała się aktorka wcielająca się w Triss Merigold. Nie ukrywam, że nie lubię tej czarodziejki. Nie zdobyła mojej sympatii ani w książkach, ani w grach i jak widać nawet w serialu nie potrafiłam się do niej przekonać, może za sprawą aktorki a może za sprawą swoich uprzedzeń.

Bardzo podobała mi się scenografia. Dało się wyczuć ten fantastyczny klimat miast oraz wiejskich terenów. Nie mogę powiedzieć, byśmy dostali słowiańską atmosferę, ale w końcu nie jest to polski serial (może i dobrze!). Na plus na pewno wyszło umiejscowienie bitwy pod Sodden w naszym Ogrodzieńcu. Och, jak zazdroszczę tym ludziom, którzy przypadkiem mogli spotkać aktorów grających w serialu. Sama scena bitwy mi osobiście się bardzo podobała. Podsumowując serial może mieć tyle samo zwolenników co przeciwników. Każdy z nas na pewno miał rożne oczekiwania co do przedstawionej historii, chociaż ja osobiście przyjęłam to tak jak jest. Nie myślałam o aktorach, scenografii czy o potworach. Uznałam po prostu, że jest to super gratka dla fana fantastyki a już na pewno dla fanów Wiedźmina. Owszem, jest sporo minusów, ale nie ma takiej produkcji, która byłaby idealna i zadowoliła każdego. Ja osobiście czekam niecierpliwie drugi sezon serialu i mam nadzieję, że również mnie nie zawiedzie.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Andrzej Sapkowski - Ostatnie Życzenie


Seria: Saga o Wiedźminie
Tytuł: Ostatnie Życzenie
Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: SuperNOWA, Warszawa 2001
Strony: 288

Po prawie tygodniowej nieobecności w blogosferze, wracam do Was z opinią na temat zbioru opowiadań pana Sapkowskiego o Wiedźminie. Jak się mogę usprawiedliwić? Cóż, utknęłam gdzieś pomiędzy Mniejszym Złem, a Głosem Rozsądku i ciężko było mi ruszyć naprzód. Dlaczegóż w takim razie sięgnęłam po tą pozycję? Ano, ponieważ zaczęłam grać w grę Wiedźmin i chciałam uzupełnić braki.

W Ostatni, Życzeniu mamy trzynaście opowiadań. O Wiedźminie, Geralcie z Rivii. A to pan Wiedźmin ląduje w łóżku z Dzierzbą, panienką dowodząca siedmioma zbirami, albo trafia na dwór potwora, który tak naprawdę potworem nie jest. Sama Calanthe (tak, tak, babka Ciri), zaprasza słynnego łowcę potworów na przyjęcie zaręczynowe swej córki Pavetty... Sławny Geralt nie szuka kłopotów, to one znajdują jego.

Wiedźmina zna większość fanów polskiej fantastyki, a już na pewno wszyscy o nim słyszeli. Ja także. Zaczęłam swoją przygodę z książką pt. Krew Elfów. Byłam zdziwiona, gdy okazało się, że zaczęłam czytać serię od środka. Lektura Ostatniego Życzenia wyjaśniła mi wiele faktów, których nie rozumiałam podczas czytania Krwi Elfów, ale...

No właśnie, jest to jedno ale. Książkę czytało mi się ciężko. Naprawdę miałam ochotę już rzucić ją na półkę, ale nienawidzę nie kończyć tego, co zaczęłam. Zdarza mi się to niebywale rzadko. Warsztat Sapkowskiego jest genialny, to trzeba mu przyznać, jednak byłoby znacznie lepiej, gdyby autor zastosował się do zasady: mniej gadania, więcej akcji! Jest całkowicie przegadana. Nie lubię, kiedy w książce tylko rozmawiają... gdybym chciała taką przeczytać, sięgnęłabym po dramat. Humoru to mi zdecydowanie tutaj brakowało. Owszem, zdarzały się lekkie przejawy zabawnych scenek, ale było ich o wiele za mało. Najbardziej podobało mi się opowiadanie o "diabole", przy którym płakałam ze śmiechu, ale jak się okazało, tylko do połowy.

Na pewno poruszone są tu tematy egzystencjonalno-filozoficzne. Doszłam do wniosku, że Geralt cierpi na depresję. Problemem dla niego jest przemijanie i to co się z nim dzieje. No cóż, okej, takie tematy też warto poruszać, ale tutaj mi to średnio pasowało. Samej Yennefer nie polubiłam. Mam wrażenie, że jest, przepraszam za wyrażenie, głupią suką. Lubię babeczki, co sobie nie dają w kaszę dmuchać, ale takich wyniosłych, zadufanych w sobie, bezkrytycznie wynoszących się na piedestał, już nie. Jaskier wydał mi się dużym dzieckiem, niedorosłym mężczyzną, ale zapałałam do niego sympatią.

Pan Sapkowski ma tyle fanów, że na pewno wybaczy mi to, że ja do nich nie należę. Z resztą, co Go obchodzi opinia jednej kobiety, przy całym stosie oddanych czytelniczek i czytelników. Saga o Wiedźminie po prostu nie trafia w mój gust, ponadto nie lubię Geralta. Czy sięgnę po kontynuację? Pewnie tak, nie wiem jednak kiedy.

piątek, 25 października 2013

Krew Elfów

Tytuł: Krew Elfów
Autor:  Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: SuperNOWA, Warszawa 1999

Miasto płonie, walka, wojna, ogień. Pobudka, a przed oczami mężczyzna o białych włosach. Geralt z Rivii przywiózł swą podopieczną do Kaer Morhen. Dziewczynka jest w niebezpieczeństwie.

Przyznaję się szczerze, ciężko jest mi napisać recenzje książki tak poczytnego i szanowanego autora, do tego książkę o jednym z najbardziej znanych bohaterów, wiedźminie, Geralcie z Rivii.  Sięgnęłam po Krew Elfów, ponieważ postanowiłam podciągnąć się w lekturze polskiej fantastyki, a ponadto wszyscy mi polecali tą serie. Powieść ta okazała się zupełnie czymś innym niż sobie wyobrażałam przez wszechobecne "wiedźmińskie maniactwo" nastawiłam się na zupełnie co innego. Przyznaję się wprost- podobało mi się słownictwo i to, ze autor nie robi z tego kolejnej bajeczki dla nastolatek, ale książkę dla poważnych czytelników, którzy oczekują czegoś więcej niż ckliwe romansidła. Znajdziemy tu wszystko, walkę, przemoc, seks, a wszystko opisane w sposób przystępny i dający pole do popisu dla wyobraźni. Zachowania kobiety są kobiece, dzieci dziecięce, mężczyzn męskie. To tyle jeśli chodzi o stylistykę. W książce znajdziemy ogromną ilość dialogów. Nie wiem czy spotkałam się z tym w jakiejkolwiek innej. Natomiast jeśli chodzi o fabułę... Poza tym, że wszystko układa się w jedną całość, co bardzo przyciąga, za dużo tutaj dla mnie polityki. Każdy taki fragment mnie rozpraszał i gubiłam całkowicie wątek.,a do tego dużo tajemnic, bardzo dużo, które pozostały jeszcze nierozwiązane, co akurat, moim zdaniem, jest na plus. Nie wiem czy następne tomy tej powieści spoczną na mojej półce, chyba muszę zrobić sobie krótką przerwę od "politycznych rozgrywek."

OCENA: 4/6



Ksiązka została przeczytana w ramach wyzwania "Czytam Fantastykę"




LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...