Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 sierpnia 2015

Shirley Jackson - Loteria


Tytuł: Loteria
Autor: Shirley Jackson
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1976
Pierwsze wydanie: 1949
Przekład: Mira Michałowska
Gatunek: Literatura współczesna
Strony: 308

Loteria to zbiór opowiadań, mozaika układająca się w całość, a każde opowiadanie jest relacją o punkcie zwrotnym w życiu protagonisty, kiedy niespodziewanie, w olbrzymim skrócie, objawia mu się prawda o nim samym. 

Na zbiór opowiadań pod tytułem Loteria trafiłam za sprawą Dominiki <klik>. Lubię czytać "stare książki", dlatego też, gdy tylko zobaczyłam dostępność w bibliotece, od razu się tam skierowałam. Nie mogłam mieć żadnych oczekiwań po opowiadaniach, dlatego też bez żadnego nastawienia zabrałam się do czytania. Sami dobrze wiecie, że z krótką formą zawsze jest problem. Ciężko jest wczuć się w historię, która jest opisana zaledwie na dwie, trzy strony. Czy w związku z tym Loteria była jednym wielkim rozczarowaniem? O nie, zdecydowanie nie. 

Ciężko jest mi zakwalifikować gatunek tych opowiadań. Często wydarzenia dzieliła bardzo cienka granica między jawą i snem, czasami miałam wrażenie, że historie te są całkowicie oderwane od rzeczywistości, a czasami myślałam, że po prostu bohaterowie są niespełna rozumu. Każda opowiastka opowiada o zupełnie innych osobach i innych wydarzeniach. W niektórych z nich łączyło je jedno ogniwo: postać Jakuba Harrisa. Był on głównym bohaterem tylko jednego z nich, otwierającego zbiór, a w następnych sprytnie wspominany. 

O czym zatem traktują opowiadania? Po prostu o życiu. Nie, mylicie się, jeśli pomyśleliście, iż autorka opisuje ot tak życie bohaterów. Autorka zmyślnie opisała prawdę życiową, mianowicie, jak często nie mamy wpływu na to, co się dzieje wokół nas, jak to inni podejmują decyzje za nas, nie dając nam nawet cienia nadziei na to, iż sami mamy jakiś wybór. Niektóre z historii są brutalne, by zaraz potem przeczytać subtelną opowiastkę poruszającą naszą najgłębszą strunę, by zirytować się, dlaczego ta kobieta, bądź mężczyzna nie potrafi podjąć sami decyzji. Po czym uświadamiamy sobie, ile razy w życiu było tak, że ktoś zdecydował za nas...

Od strony wizualnej książka na pewno nie zachęca, aby po nią sięgać. Niech Was to jednak nie zwiedzie, gdyż treść jest warta tego, aby po nią sięgnąć. Podzielona jest ona na 5 części, a wszystkich opowiadań jest w sumie 26. Napisane są lekkim piórem, przez co czyta się je bardzo szybko. Nie są one na równym poziomie, niektóre czytało się ciężej, inne lepiej, jednak w każdym z nich puenta potrafiła zaskoczyć. Największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie tytułowe, czyli Loteria, ale nie będę zdradzać jego treści. Chcę tym samym zachęcić Was do zapoznania się z nim i obiecuję, że po jego przeczytaniu opadnie Wam szczęka.

Loteria to kolejna lektura na moim koncie, która nie jest typowo rozrywkowa. Jest ona natomiast ciężka w niektórych momentach, szokująca, a tym samym bardzo prawdziwa. Wszystkie opowiadania robią wrażenie, uświadamiając nam, jak często mamy niewielki wpływ na nasze decyzje. Mimo iż wielu z Was nie przepada za krótkimi formami, zachęcam do zapoznania się z treścią książki, zwłaszcza dlatego, że nie jest ona łatwa.

 Książka przeczytana w ramach wyzwania: 
http://esperazna.blogspot.com/2015/02/wyzwanie-czytam-literature-sprzed-xxi.html

niedziela, 12 kwietnia 2015

Anna Brzezińska - Opowieści z Wilżyńskiej Doliny

Seria: Wilżyńska dolina, tom I
Tytuł: Opowieści z Wilżyńskiej Doliny
Autor: Anna Brzezińska
Wydawnictwo: Runa, 2011
Pierwsze wydanie: 2001
Gatunek: Fantasy, opowiadania
Strony: 386

Babunia Jagódka, mieszkająca w skromnej chacie na skraju wioski, jest nad wyraz humorzasta wiedźmą. Kiedy ma dobry humor chętnie pomoże, ale kiedy ją ktoś rozsierdzi, najlepiej schodzić z jej drogi. Czasami zabawi się w swatkę, czasami sama skorzysta z uroków wieśniaczych chłopców, ale potrafi też stanąć w obronie jej ukochanej Wilżyńskiej Doliny. Jedno jest pewne, na Babunię Jagódkę należy uważać.

Kiedy książka, zamiast zostać przeze mnie pochłonięta, zawadza mi na stoliku, kiedy zamiast cieszyć się lekturą, potrafię tylko omieść ją wzrokiem i prychnąć z niezadowoleniem, zastanawiam się, czy jest to kwestia nawału zajęć, braku czasu, ogólnego zmęczenia, a może... powód mojej niechęci jest prozaiczny? Może po prostu powieść jest kiepska, nudna, denerwująca? W przypadku zbioru opowiadań Opowieści z Wilżyńskiej Doliny, którą męczyłam niemiłosiernie długo, jak na tak krótką lekturę, doszłam do wniosku, że jest to ta druga opcja. Zapewne zapytacie "dlaczego?", a ja Wam opowiem wszystko od samego początku.

Wszyscy, którzy śledzą mojego bloga na pewno zauważyli, że jestem fantastofilem. Czasami sięgam po inne powieści, jednak to ten gatunek zdobył moje serce, to w nim odnajduję się najlepiej i dostarcza mi on najwięcej przyjemności. Ostatnio także przekonuję się do opowieści polskich autorów, którzy jako miejsce swojej akcji wybierają średniowieczne wioski, pełne wiedźm, rycerzy, ladacznic, młynarzy, piekarzy... nie starczyłoby mi miejsca, aby wszystkich wymienić. Do tego, zazwyczaj, wszystko okraszają szczyptą ironicznego humoru, który po prostu uwielbiam, a przy okazji używają stylizowanej, staropolskiej mowy. Czy jest to przepis na udaną powieść? Mogłoby się wydawać, że owszem, ale w życiu nie wszystko jest takie proste.

Babunia Jagódka to pełna tajemnic wiedźma, która jest obrończynią uciśnionych, mimo swej niechęci do całego świata. Pełna sprzeczności, prawda? Uważam, że jest dość ciekawą bohaterką literacką, z nieznaną przeszłością i przeznaczeniem. To ona jest w epicentrum wszystkich wydarzeń dziejących się w tytułowej Wilżyńskiej Dolinie, jednak nie zawsze Babunia Jagódka jest główną bohaterką opowiadań. Czasami śledzimy losy wioskowej ladacznicy Gronostaj, bądź też młynarzówny Jarosławny i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że opowiadania te są najzwyczajniej w świecie nudne. Autorka potrafiła nakreślić ciekawy początek każdego z nich, by potem zjechać po równi pochyłej w dół. Pod koniec wszystkich historii ziewałam głośniej, niż gdybym czytała powieść w środku nocy. 

Dlaczego uważam, ze ten zbiór opowiadań jest nudny? Może dlatego, że zakończeń większości z nich domyślałam się już na samym początku, do tego autorka z niezwykłym uporem przeskakiwała z jednego wątku na drugi, co sprawiało, że się gubiłam. Musiałam wówczas czytać po kilka razy ten sam fragment, aby w ogóle zrozumieć o czym jest teraz mowa. Dodatkowo nie podobało mi się to, że w niektóre historie zaczynały się z humorem, a kończyły się wzniosłym tonem, nie do końca pasującym mi do treści całego opowiadania. Czasami także wszystko stawało się zamotane i nawet kilkukrotny powrót do tych zdań nie pozwalał mi się odnaleźć.

Nie mogę powiedzieć, żeby nic mi się nie podobało. Tak jak już wspomniałam, lubię humor, którym posługiwała się pani Brzezińska w tej pozycji. Dodatkowo sam pomysł na Babcię Jagódkę, która, gdy tylko miała na to ochotę, zamieniała się ponętną, kruczoczarna dziewoję, ponadto, wbrew temu co mówiła, leżał jej na sumieniu los innych istot. Na plus zasługuje też fakt, że wszystkie te opowiadania są ze sobą w jakiś sposób powiązane. Podsumowując, autorka sprawnie posługuje się językiem, do stylu pani Brzezińskiej również nie mam zastrzeżeń, bo bardzo mi się podobał, ale same historie były najzwyczajniej w świecie nieciekawe.

niedziela, 11 stycznia 2015

Andrzej Tuchorski - Rezydent wieży


Seria: Rezydent Wieży, księga I
Tytuł: Rezydent wieży
Autor: Andrzej Tuchorski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2011
Strony: 221

Kto sprzedaje herosom broń? Kto posiada mapy prowadzące do skarbów? Kto wie o magii więcej niż inni? Rezydent wieży!
Tylko najpotężniejsi magowie mogą liczyć na ten zaszczytny tytuł. Każdy z nich jest niesamowity, lecz Klavres z wieży Irrum jest wyjątkowy. Kiedy do drzwi puka przygoda, nie potrafi się powstrzymać i zawsze jej otwiera. Gra o najwyższe stawki i świetnie się bawi. 
Co byłoby warte życie maga bez dreszczyku emocji? 

Po wielu negatywnych recenzjach tego zbioru opowiadań nie chciałam tej książki czytać. Ba! nie chciałam jej nawet kupować. Los jednak zdecydował za mnie - chorowałam na inną książkę,do której został dołączony Rezydent Wieży. Tak właśnie wszedł w moje posiadanie. Postanowiłam dać mu jednak szansę, lektura jest bowiem niewielkich rozmiarów. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że książka mnie wciągnęła do tego stopnia, że nawet nie wiedziałam, kiedy zamknęłam ostatnią stronicę!

Na samym początku wspomnę może o tym, iż nigdzie nie jest wspomniane o tym, że są to opowiadania. To bardzo duży minus, gdyż nie każdy lubi je czytać. Ja sama mam różnie, czasem po nie sięgnę, a czasem nie. Na plus powiem, że przedstawione historie często są wspomniane w kolejnych. W książce znajduje się pięć krótkich opowiadań, osadzonych w świecie opartym na Starożytnym Rzymie. Dość ciekawie czytało się o walkach gladiatorów, gdzie wciśnięte były elfy, orki oraz inne, magiczne, bądź bajeczne stworzenia.. wyobraźnia autora nie ma chyba granic.

Poczucie humoru pana Tuchorskiego od razu przypadło mi do gustu. Delikatne, z nutką, a właściwie nuta ironii i sarkazmu sprawiało, że nie raz uśmiechnęłam się pod nosem. Historie, w moim odczuciu, w większości były przemyślane, a styl autora bardzo poprawny i spójny. Jedynie pierwsza historia, pt. Poszukiwacze mnie odrzuciła, gdyż nie bardzo wiedziałam o czym ona jest i gdy się skończyła, stwierdziłam, że jest bez sensu. Na szczęście kolejne były o niebo lepsze. 

Narracja użyta w książce, jest narracją pierwszoosobową. Nie przepadam za tego typu sposobem przedstawienia historii, ale w tym przypadku spisała się na medal. Nie wiem dlaczego, aż tak bardzo mi się podobała, ale obstawiam, że z powodu tego, iż głównym bohaterem był mężczyzna i nie było tutaj miauczenia o rozterkach miłosnych. Sam Klavres jest nieźle scharakteryzowany, zabrało mi jednak takiego przedstawienia pobocznych postaci, które przewijają się w większości opowiadań.

Muszę przyznać, ze dostałam o wiele więcej, niż oczekiwałam. Czas spędzony nad książką uważam za dobrze spożytkowany i na pewno sięgnę po drugą część opowiadań. Chciałabym, aby pan Tuchorski napisał jakąś powieść, najlepiej z Klavresem w roli głównej. Myślę, że bardzo dobrze bym się nad nią bawiła.

czwartek, 18 września 2014

Iga Wiśniewska - Żyli niedługo i nieszczęśliwie


Seria: Spod flagi magii
Tytuł: Żyli niedługo i nieszczęśliwie
Autor: Iga Wiśniewska
Wydawnictwo: Miasto Książek, 2014
Strony: 218
Forma wydania: e-book

Ile w literaturze mamy bohaterek, które są silne... ale przy okazji zawsze osiągają to czego chcą, bez względu na cenę? Wydaje mi się, że niewiele. Zwykle mamy bajkowe zakończenia, które rozczulają i chwytają za serce. A co, gdyby jednak zakończenie nie było cudowne, a główna bohaterka ociekała jadem i złośliwością? Taka właśnie jest Malice. Imię zobowiązuje, dlatego też jej żarty i psikusy wykraczają poza dobry smak. Jest zdolną uczennicą Akademii Magii, ale nawet umiejętności nie uchronią jej przed gniewem dyrektora szkoły. Cierpliwość została wyczerpana i Malice zostaje wyrzucona. Musi w końcu jakoś zarabiać na życie, więc zostaje najemniczką... Lepiej nie wchodźcie jej w drogę!

Książką byłam zainteresowana już wcześniej, więc kiedy autorka sama do mnie napisała, czy nie zrecenzowałabym tej powieści, podekscytowana zgodziłam się bez gadania. Żyli niedługo i nieszczęśliwie to pierwszy tom Spod flagi magii. Magiczna okładka to coś, obok czego nie można przejść obojętnie, a sam tytuł sugeruje, że nie mamy co spodziewać się pięknej historii rodem z baśni. Fabuła jest wyjątkowa. Pierwszy raz spotkałam się z główną bohaterką, która jest krnąbrna, złośliwa i egocentryczna. I wcale nie przesadzam. Jej zachowanie wzbudza frustrację wszystkich dookoła. Czy ją polubiłam? Jasne! Obawiam się jednak, że gdybym spotkała ją w prawdziwym życiu, raczej wolałabym się trzymać z daleka.

W książce znajduje się 9 opowiadań, których akcja początkowo rozgrywa się w Akademii Magii, a gdy Malice zostaje z niej wyrzucona, w szarej rzeczywistości, która okazuje się tak nie do końca szara. Istnieją bowiem rzeczy, które się nawet filozofom nie śniły, np. gang demonicznych motocyklistów, albo podwodne miasto, w którym życie wydaje się niemal idylliczne, bądź grasujące w tunelach bazyliszki. Nie chcę jednak zdradzać za wiele, abyście mogli przekonać się sami, co się tam wyrabia! Książkę czyta się w tempie ekspresowym i zostawia na ustach uśmiech. Jest łatwa, lekka i przyjemna. Pomysły Malice były tak komiczne, jak straszne dla jej ofiar.

Ze względu na to, że opowiadania są krótkie, nie ma tu miejsca na to, aby fabuła pomału się rozwijała i byśmy mogli wczuć się porządnie w akcję. Niektóre kończyły się, zanim jeszcze porządnie się zaczęły. Niemniej jednak nie jest to coś, co bardzo utrudnia czytanie. Dzięki temu mogliśmy zapoznać się ze stylem pisania autorki, który mi osobiście bardzo odpowiada, a także trochę poznać samą Malice. 

Książkę polecam, jest jedną z lepszych, jakie do tej pory czytałam. Podczas lektury bawiłam się wybornie, wybuchając śmiechem, bądź unosząc brwi ze zdziwienia nad pomysłami Malice. Do tego ta cudowna okładka...  Szkoda, że nie ma wydania papierowego, bo książka zdecydowanie zasługuje na to, aby wylądować na półce. Niecierpliwie czekam na kolejne przygody największej socjopatki w dziejach literatury!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce, Idze Wiśniewskiej

czwartek, 28 sierpnia 2014

Andrzej Sapkowski - Ostatnie Życzenie


Seria: Saga o Wiedźminie
Tytuł: Ostatnie Życzenie
Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: SuperNOWA, Warszawa 2001
Strony: 288

Po prawie tygodniowej nieobecności w blogosferze, wracam do Was z opinią na temat zbioru opowiadań pana Sapkowskiego o Wiedźminie. Jak się mogę usprawiedliwić? Cóż, utknęłam gdzieś pomiędzy Mniejszym Złem, a Głosem Rozsądku i ciężko było mi ruszyć naprzód. Dlaczegóż w takim razie sięgnęłam po tą pozycję? Ano, ponieważ zaczęłam grać w grę Wiedźmin i chciałam uzupełnić braki.

W Ostatni, Życzeniu mamy trzynaście opowiadań. O Wiedźminie, Geralcie z Rivii. A to pan Wiedźmin ląduje w łóżku z Dzierzbą, panienką dowodząca siedmioma zbirami, albo trafia na dwór potwora, który tak naprawdę potworem nie jest. Sama Calanthe (tak, tak, babka Ciri), zaprasza słynnego łowcę potworów na przyjęcie zaręczynowe swej córki Pavetty... Sławny Geralt nie szuka kłopotów, to one znajdują jego.

Wiedźmina zna większość fanów polskiej fantastyki, a już na pewno wszyscy o nim słyszeli. Ja także. Zaczęłam swoją przygodę z książką pt. Krew Elfów. Byłam zdziwiona, gdy okazało się, że zaczęłam czytać serię od środka. Lektura Ostatniego Życzenia wyjaśniła mi wiele faktów, których nie rozumiałam podczas czytania Krwi Elfów, ale...

No właśnie, jest to jedno ale. Książkę czytało mi się ciężko. Naprawdę miałam ochotę już rzucić ją na półkę, ale nienawidzę nie kończyć tego, co zaczęłam. Zdarza mi się to niebywale rzadko. Warsztat Sapkowskiego jest genialny, to trzeba mu przyznać, jednak byłoby znacznie lepiej, gdyby autor zastosował się do zasady: mniej gadania, więcej akcji! Jest całkowicie przegadana. Nie lubię, kiedy w książce tylko rozmawiają... gdybym chciała taką przeczytać, sięgnęłabym po dramat. Humoru to mi zdecydowanie tutaj brakowało. Owszem, zdarzały się lekkie przejawy zabawnych scenek, ale było ich o wiele za mało. Najbardziej podobało mi się opowiadanie o "diabole", przy którym płakałam ze śmiechu, ale jak się okazało, tylko do połowy.

Na pewno poruszone są tu tematy egzystencjonalno-filozoficzne. Doszłam do wniosku, że Geralt cierpi na depresję. Problemem dla niego jest przemijanie i to co się z nim dzieje. No cóż, okej, takie tematy też warto poruszać, ale tutaj mi to średnio pasowało. Samej Yennefer nie polubiłam. Mam wrażenie, że jest, przepraszam za wyrażenie, głupią suką. Lubię babeczki, co sobie nie dają w kaszę dmuchać, ale takich wyniosłych, zadufanych w sobie, bezkrytycznie wynoszących się na piedestał, już nie. Jaskier wydał mi się dużym dzieckiem, niedorosłym mężczyzną, ale zapałałam do niego sympatią.

Pan Sapkowski ma tyle fanów, że na pewno wybaczy mi to, że ja do nich nie należę. Z resztą, co Go obchodzi opinia jednej kobiety, przy całym stosie oddanych czytelniczek i czytelników. Saga o Wiedźminie po prostu nie trafia w mój gust, ponadto nie lubię Geralta. Czy sięgnę po kontynuację? Pewnie tak, nie wiem jednak kiedy.

sobota, 12 lipca 2014

Jakub Ćwiek - Kłamca

Tytuł: Kłamca
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: Fabryka Słów, Lublin 2005
Strony: 272


Po raz kolejny potwierdza się to, że ile ludzi na świecie, tyle opinii. Kłamca autorstwa Jakuba Ćwieka jest chwalony wszem i wobec, przez co sama nastawiałam się na tą książkę. Chociaż ma wiele plusów, ma też wady, które przeważyły na mojej ocenie. Ta recenzja będzie krótka, gdyż nie ma sensu opisywać każdego z opowiadań.

Szturm na Valhallę zakończył się zwycięstwem zastępów anielskich.. Loki, o którym tutaj mowa, patron oszustów i zdrajców, adoptowany syn Odyna został ocalony. Mało tego, przyłącza się do zwycięzców, aby zostać anielskim chłopcem na posyłki... 

Źródło obrazka

Kłamca to lektura lekka, nie pozbawiona humoru. Mamy tutaj 10 opowiadań, których głównym bohaterem jest właśnie tytułowy Kłamca, czyli Loki. Każde opowiada o zupełnie czym innym, jednak w każdym Kłamca ratuje kogoś z opresji i nie robił tego bynajmniej z altruistycznych pobudek. Aniołowie również nie są takimi łagodnymi stworzonkami, za jakie zawsze ich miałam.

No i wszystko byłoby wspaniałe, gdyby nie to, ze fabuła kompletnie mnie nie porwała. Czytając książkę nudziłam się jak mops i złapałam się kilka razy na tym, ze myślami jestem zupełnie gdzie indziej. Wymieszanie ze sobą różnych mitologii raczej nie wyszło na plus. W pewnych momentach wszystko było tak chaotyczne, że wytrzeszczałam oczy ze zdziwienia. Opowiadania często kończyły się tak jakby w połowie. Najgorzej wypadły pierwsze cztery opowiadania. Byłam już skłonna odrzucić książkę na półkę "nigdy, przenigdy", ale dałam jej szansę. Pozostałe czytało mi się już o wiele szybciej i lżej.

Osobiście książki nie polecam. Nie mówię, że jest zła, ale na pewno w moim odczuciu nie jest dobra. Wiadomo jednak, że każdy lubi co innego. Mnie Loki w takiej postaci do siebie nie przekonał. Na pewno sięgnę po inne powieści pana Ćwieka, gdyż chcę się przekonać, czy tylko Kłamca nie przypadł mi do gustu.

OCENA: 3/6

środa, 30 kwietnia 2014

Tomasz Pacyński "Smokobójca"

Tytuł: Smokobójca
Autor: Tomasz Pacyński
Wydawnictwo: Fabryka Słów, Lublin 2009
Strony: 400

Zbiory opowiadań są trudne do ocenienia. Jeden utwór jest zawsze lepszy, jeden gorszy. Chyba tylko raz czytałam taki o wyrównanym poziomie. Do Smokobójcy miałam trzy podejścia. Zwykle odkładałam książkę po pierwszej stronie, sama nie wiem dlaczego. Nie potrafiłam się w nią wczuć, poza tym chyba trochę się obawiałam treści zawartej między okładkami. W końcu udało mi się przebrnąć. Z jakim skutkiem? Już mówię.

Zbiór opowiadań podzielony jest na dwie części. Pierwsza z nich opowiada właśnie o tytułowym Smokobójcy, czyli rycerzu sir Rogerze z Mons. Są to cztery opowiadania:
1.Nagroda -Wszyscy wyczekują przybycia sławnego smokobójcy, gdyż jeden z potężnych, strasznych gadów pojawił się w miasteczku. Z kolei pewien szewczyk marzy o karierze równej rycerzowi. O dziwo los sprawia, że się spotykają. jaki będzie skutek tego spotkania? 
2. Zapłata -Wiedźma potrafi namieszać. To do wiedźmy wszyscy przychodzą po eliksiry, lekarstwa, klątwy. Ale wiedźma ma także swoje potrzeby, zwłaszcza, jeśli jest młodą kobietą. Nikt niestety nie chce jej ulżyć, czy to ze strachu, czy z odrazy. Wtedy pojawia się on, sir Roger. Za spełnienie jego prośby, kobieta życzy sobie intrygującej zapłaty. czy ją otrzyma?
3. Nic osobistego -Czy możliwe jest, aby smok znał sekrety ludzi? Okazuje się, że tak. Sir Roger musi zrobić coś, aby jego tajemnice nie wyszły na jaw.
4. Diabelska alternatywa- Egzekucja sir Rogera. Tłumy gapiów oczekują rozrywki, a kat zaciera już ręce. Czy uda mu się wyjść z tego cało?

Autor przenosi nas do średniowiecza pomieszanego z mitycznymi potworami, magią i zabobonami. Wszystkie te opowiadania się bardzo zabawne. Uśmiechnęłam się nie raz, gdy przewracałam kolejne strony książki. Utrzymane są na takim samym poziomie, spójne i bardzo ironiczne. Takie bajeczki z morałem.

Druga część, zatytułowana Komu Wyje Pies nie zrobiła na mnie takiego samego wrażenia. Mamy tutaj trzy opowiadania:
1.Komu Wyje Pies -Claymore Ramirez, zbój do wynajęcia. Stary szlachcic zleca mu zdanie, zabicie bestii. Z początku mężczyzna odmawia jednak ciekawość bierze górę. Po kolei odkrywa części układanki, będąc na tropie potwora w ludzkiej skórze.
2.Wspomnienie - Historia opowiedziana przez kota. Nie byle jakiego kota, tylko takiego, który za swego właściciela wybrał sobie czarodziejkę.
3. Dziedzictwo  -Opowiadanie o dziewczynce,bezdomnej i brzydkiej, która na każdym kroku styka się z niechęcią i brutalnością. Nie raz zgwałcona, nie raz pobita. Wkrótce miasto okrywa się mrokiem. Przy tej okazji przybywa łowca czarownic...

Ta część nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Komu wyje pies było bardzo fajne, aczkolwiek tak chaotyczne, pewne zdania, ba! nawet strony musiałam czytać kilkakrotnie, aby wszystko zrozumieć. Niestety do tej pory wydaje mi się, że się to nie udało do końca. Zdecydowanym faworytem jest Wspomnienie. Nie dlatego, ze jestem kociara, ale dlatego, gdyż to opowiadanie jest wzruszające. Na samym końcu naprawdę zakręciła mi się łezka w oku. Z kolei Dziedzictwo jest opowiadaniem... kiepskim. Nawet bardzo. Jest napisane bardzo chaotycznie, nie wiadomo o co w nim chodzi. Przeczytalam je kilka godzin temu i dalej się głowię, co autor miał na myśli.
Podsumowując, Smokobójca byłby bardzo dobrym zbiorem opowiadań, gdyby ograniczono się tylko do historii o sir Rogerze. Tak niestety jest po prostu średni i zostawia po sobie kiepskie wrażenie...
Plusik daję za piękne ilustracje, których autorem jest Dominik Broniek.



OCENA: 3+/6

wtorek, 8 października 2013

Krainy Głębin

Seria: Groźba z morza
Tytuł: Krainy Głębin Groźba z morza
Autorzy: Lyn Abbey, Elaine Cunningham,
Wydawnictwo: ISA Sp. z. o. o., Warszawa 2012
Przekład: Olga Zawadzka

Nadchodzi wojna między mieszkańcami głębokich wód Faeurunu, a mieszkańcami twardego gruntu. Walka będzie toczyć się na dobre. Nie obejdzie się bez szpiegów, nieudaczników, piratów... Nikt nie może zostać bezstronny, a każdy desperacko pragnie wykonać swoja zadanie.

Krainy Głębin to zbiór dwunastu opowiadań mających miejsce w świecie Zapomnianych Krain. Każde z nich dotyczy wojny między mieszkańcami Głębin a suchego lądu. Opowiadania te są bardzo tajemnicze i mroczne, a ich zakończenia chwytają za serce. Muszę przyznać, że wszystkie trzymają bardzo wysoki poziom. Akcja opowiadań toczy się w różnych częściach krain i opowiadają historię różnych bohaterów: morskich potworów, morskich elfów, bądź rybaka, a także olbrzyma żyjącego na swojej rafie koralowej. Słowa pochłaniałam zachłannie nie mogąc się oderwać, ze względu na cudowną fabułę, a także na język, jakim są one napisane.Nawet dla mnie zaskakującym jest, że każde z tych opowiadań mnie urzekło.
Podsumowując, polecam tą książkę każdemu, kto lubi świat fantasy. 

OCENA: 6/6

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...