Seria: Imperium Radch, tom I
Tytuł: Zabójcza Sprawiedliwość
Autor: Ann Leckie
Wydawnictwo: Akurat, 2015
Pierwsze wydanie: 2013
Przekład: Danuta Górska
Strony: 480
W odległej przyszłości znaczną częścią zamieszkanego kosmosu rządzi
Imperium Radch, gdzie władzę absolutną sprawuje Anaander Mianaai, jedna
osoba w tysiącach ciał, wszechobecna i niemal wszechwiedząca.
Najsprawniejsi jeńcy wzięci do niewoli na podbitych planetach zostają
zamienieni w serwitory - pozbawieni własnej osobowości, stanowią
przedłużenie sztucznych inteligencji dowodzących okrętami wojennymi.
Zdawałoby się, że SI jednego z tych okrętów, „Sprawiedliwości Toren”,
dysponująca setkami oczu i uszu serwitorów, łatwo może utrzymać porządek
na podbitej planecie. Jednak wskutek skomplikowanej intrygi wybuchają
zamieszki, a okręt ulega
zniszczeniu. Przeżywa tylko jeden serwitor, cząstka sztucznej
inteligencji w ludzkim ciele. Odtąd Breq, bo takie przybrała imię, szuka zemsty na tyranie, który
pozbawił ją wszystkiego
Książki z gatunku science - fiction często goszczą na moich półkach. Autorzy przenoszą nas w świat, który zadziwia, szokuje, zaskakuje... zdarza się, że czytając takie książki zastanawiam się, skąd takie pomysły przychodzą im do głowy. Reakcja ta jest czasami pozytywna, czasami też negatywna, ale także i zupełnie obojętna. Wyobraźnia pisarzy często jest nagradzana. Tak było i z Zabójczą Sprawiedliwością, autorka bowiem została wyróżniona między innymi następującymi nagrodami: Hugo i Nebula. Sięgając więc po tę konkretną powieść miałam wobec niej wysokie wymagania. Czy je spełniła?
Na samym wstępie muszę powiedzieć, że pod względem wykreowanego świata Zabójcza Sprawiedliwość to powieść, która w pełni zasługuje na wszystkie nagrody, które dostała. Sam pomysł serwitorów powinien zostać nagrodzony. Książka ta poruszała we mnie ona rożne struny, zadawałam sobie ciągle pytanie, na ile Breq jest człowiekiem, a na ile serwitorem? W moim odczuciu była całkowicie odrębną jednostką, bynajmniej nie SI. Wewnętrzne rozterki bohaterki (a może bohatera?) były absolutnie ludzkie. Ludność Radch nie posiada czegoś takiego jak dymorfizm płciowy, a wszyscy zwracają się do siebie per "ona".
Dochodzimy teraz do tego, przez co nie jestem w stanie nazwać tej powieści wybitną i czego bardzo żałuję. Książka ma potencjał, który niestety psuje sposób, w jaki jest napisana. Przebrnięcie przez początek było dla mnie męką, autorka pisała nieskładnie i nawet po kilkukrotnym przeczytaniu zdania nie rozumiałam jego sensu. Przy mnogości opisów i ogromnej ilości dziwacznych nazw jest to niezwykłe utrudnienie. Nie znajdziemy tutaj także za wiele akcji. Powieść opiera się głównie na wewnętrznych przeżyciach Breq, na jej wątpliwościach i emocjach. Zabrakło także opisów postaci. Nie potrafiłam sobie wyobrazić Breq, gdyż autorka niewiele wspominała o jej (jego?) wyglądzie zewnętrznym.
Główna fabuła nie była oryginalna. Z motywem zemsty za doznane krzywdy spotykamy się nad wyraz często. Wydaje mi się jednak, że nawet powtarzalna historia ma sens, jeśli jest napisana poprawie, w otoczce, której nigdy wcześniej się nie spotkało. W tym przypadku został spełniony tylko jeden warunek, co sprawia, że dla mnie ta książka nie była wyjątkowa. Niemniej jednak nie żałuję, że ją przeczytałam, gdyż poznałam coś zupełnie nowego, po raz kolejny udowodniono mi, że po tylu latach tworzenia przeróżnych historii, można wymyślić coś czego wcześniej nie było, co zachwyci czytelnika.
Myślę, że fani gatunku science - fiction odnajdą się w tej powieści. Choć język bardzo przeszkadza w czytaniu, można przymknąć na to oko, jeśli chcemy się zanurzyć w świecie wykreowanym przez Ann Leckie. Przy ocenie muszę także wziąć pod uwagę, iż jest to debiut autorki. Wierzę więc, że autorka poprawi swój warsztat, przez co jej książki będzie czytać się znacznie przyjemniej.