Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 lipca 2014

Linwood Barclay - Największy Lęk

Tytuł: Największy Lęk
Autor: Linwood Barclay
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2014
Przekład: Jan Kraśko
Strony: 428


Chociaż nie mam dzieci, mogę sobie wyobrazić, ze największym koszmarem rodzica jest to, kiedy dziecko nie wraca do domu, nie odbiera telefonów, po prostu wyparowuje. Podejrzewam, że ja ciągle zastanawiałabym się, co mogłam zrobić inaczej, by temu zapobiec i nie spoczęłabym, dopóki nie znalazłabym zguby.

Tim Blake, sprzedawca samochodów, kłóci się rano z córką. Ta wychodzi do pracy, po czym nie wraca na noc. W hotelu, w którym rzekomo pracowała nikt nie słyszał o Sydney Blake. Chociaż mężczyzna zawiadomił policję, postanowił poprowadzić swoje własne, prywatne śledztwo. Odkrywa mnóstwo tajemnic, a dodatkowo dowiaduje się, że nie tylko on szuka dziewczyny. Musi dowiedzieć się w co wplatała się jego córka, zanim będzie za późno. 

Są takie książki, które czyta się jednym tchem, trzymają w napięciu i nie pozwalają na to, by odłożyć je chociażby na pięć minut. Największy Lęk jest właśnie tego typu powieścią. Przeżywałam historię Tima, tak, jakbym co najmniej sama prowadziła śledztwo. Akcja jest dobrze poprowadzona, mimo iż w pewnych momentach była dla mnie wyolbrzymiona i naciągana. Na szczęście było tego niewiele i nie utrudniało odbioru. Historia jest napisana z perspektywy pierwszej osoby, dzięki temu możemy wczuć się we wszystkie uczucia oraz emocje, które towarzyszą mężczyźnie. Przeżywa wewnętrzny koszmar, gdyż z każdym kolejnym krokiem dostaje więcej pytań niż odpowiedzi, a elementy układanki zdają się do siebie nie pasować. Czytelnik nie uświadczy tutaj nudy, gdyż ciągle coś się dzieje. Ilość tajemnic, z którymi zetknął się główny bohater jest niemal niezliczona. Książka napisana jest w iście amerykańskim stylu, pościg goni pościg, a policja jak zwykle marnie radzi sobie ze śledztwem. Zwalałabym to raczej na fakt, że nie jest zbyt zdeterminowana, co Tim nawet sam wspominał, po prostu traktują Syd jako kolejną nastoletnią uciekinierkę. Prawda jest jednak dużo mroczniejsza.

Przyznam się szczerze, że nie jestem w stanie zliczyć zwrotów akcji, gdyż były one co chwile. Element zaskoczenia znalazłam niemal w każdym rozdziale i nie zdarzyło mi się do tej pory czytać takiej książki. Zakończenia się nie spodziewałam, ale kiedy przeczytałam ją w całości i przemyślałam fabułę, to doszłam do wniosku, że wszystko układa się w logiczną całość.

Myślę, że warto sięgnąć po tą powieść. Pokazuje nam, że rodzice nie zawsze znają swoje dzieci tak jak myślą. Jest to też przestroga dla wszystkich tych, którzy nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów. Przeczytałam ją jednym tchem, dlatego polecam ją wszystkim fanom thrillerów.

OCENA: 5/6


czwartek, 29 maja 2014

Joy Fielding "Martwa Natura"


Tytuł: Martwa Natura
Autor: Joy Fielding
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2013
Przekład: Jerzy Jan Górski
Strony: 397

Myślę, że jednym z największych koszmarów ludzkich jest możliwość zapadnięcia w śpiączkę, mało tego, być całkiem świadomym tego co dzieje się dookoła, słyszeć każdą rozmowę i czuć każdy dotyk. Chociaż bardzo by się pragnęło, nie można się zareagować. Jakich okropieństw człowiek może się wówczas dowiedzieć? Czy bliscy są rzeczywiście tacy, za jakich ich uważamy? Czy naprawdę otaczają nas ludzie nam życzliwi?

Coś takiego przydarzyło się Casey, trzydziestoletniej dziedziczce dużej fortuny, projektantce wnętrz, a do tego szczęśliwej żonie. Uległa ona wypadkowi, została potrącona przez samochód i tylko cudem uniknęła śmierci. Jest jednak sparaliżowana, przykuta do łóżka, ale całkiem świadoma tego co dzieje się dookoła. Okazuje się, że ktoś wjechał w nią z premedytacją, a zabójca zapewne będzie chciał dokończyć swego dzieła. Kto tak naprawdę chciał pozbyć się kobiety?

Uwielbiam kryminały. Są świetną pożywką i treningiem dla mózgu. Ostatnio często po nie sięgam, z nadzieją, że trafię na całkiem niezły. W tym przypadku trafiłam na coś, co jest dobre, ale nic poza tym. Książka jest napisana w bardzo ciekawy sposób, bo właśnie z punktu widzenia niedoszłej nieboszczki. Słyszy wszystkie rozmowy i często dowiaduje się czegoś, czego wcale nie chciałaby wiedzieć. Akcja rozwija się dość pomału. Na początku poznajemy wspomnienia Casey, co trochę mnie przynudzało. Szczerze mówiąc zapamiętałam tylko, że jej ojciec sypiał ze wszystkim co się ruszało, a matka opróżniała barek z prędkością światła.

Później przyszła frustracja. No, bo jak to tak może być, że autorka już w połowie książki zdradza nam nieudolnego zabójcę? Warczałam i prychałam, żaliłam się wszystkim dookoła, że to jest straszne. Jednak nie było, gdyż właśnie od tego momentu książka naprawdę mnie wciągnęła. Czytałam z zapartym tchem, aby dowiedzieć się, jak to wszystko się skończy. Oczywiście był to moment, w którym zaczęłam się wczuwać w sytuację biednej Casey. Bardzo jej współczułam, a jednocześnie byłam zła, że jest taka naiwna. Byłam wściekła na otaczających ją ludzi, że są tacy a nie inni. 

No i w sumie miałam wrażenie, jakby autorce nagle do głowy przyszło, kto ma ochotę zabić dziedziczkę fortuny. Nie umiem tego do końca wytłumaczyć, ale może opiszę to tak: wszystko pięknie, ładnie, aż tu nagle jakby piorun strzelił i wszystko się zmienia o 180 stopni. Nie mogę też powiedzieć, że nie spodziewałam się tego. Książka jest miłą odskocznią,raczej niewymagającą. Poleciłabym ją na odstresowanie przed snem.

OCENA: 4/6

sobota, 25 stycznia 2014

John Grisham - "Wezwanie"

Tytuł: Wezwanie
Autor: John Grisham
Wydawnictwo: Amber, Warszawa 2009
Przekład: Jan Kraśko
Strony: 224

Ray Atlee, czterdziestoparoletni jest profesorem prawa. Jego ojciec, sędzia o nieskalanej opinii ciężko choruje, Ray dostaje więc pewnego dnia od niego list, w którym wzywa go do rodzinnego Domu pod Klonami. Gdy przyjeżdża na miejsce znajduje zwłoki ojca, testament leżący na biurku, a w szafce idealnie poukładane... trzy miliony dolarów, o których Sędzia nie wspominał w testamencie, ponadto ktoś zaczyna go zastraszać.

No cóż opis książki był zachęcający, do takiego stopnia, że napaliłam się na ta książkę jak głupia. A jaki był tego efekt? Męczyłam ją ponad dwa tygodnie, co jest dla mnie wstydem, gdyż książka ma tylko 224 strony! Wyszło tak dlatego, że książka jest nudna jak flaki z olejem, a fabuła przewidywalna do cna...
Ray Atlee postanawia przeprowadzić śledztwo skąd ojciec wziął te pieniądze. Jeździ więc przez pół książki od kasyna do kasyna, chowa pieniądze po schowkach. Te trzy miliony zaczynają spędzać mu sen z powiek, omamiają go i w pewnym momencie przejmują kontrolę nad jego życiem. Przy okazji próbuje się dowiedzieć, kto jeszcze wie o tym, że jest w posiadaniu takiej fury kasy. 
Napisana jest językiem prostym, przystępnym, wszelkie zawiłości prawne są wytłumaczone, tak aby każdy przeciętny czytelnik mógł się wczuć i wiedzieć o co chodzi. Jest to dla mnie ogromy plus. Dialogi są krótkie, niewymagające.
Niestety, po przeczytaniu 1/3 książki wiedziałam jak się skończy. Nie pomyliłam się ani trochę. Być może trafiłam na słabszą powieść tego pana, a czeka na mnie jeszcze Ława przysięgłych, po którą sięgnę w wolnej chwili.

OCENA: 3/6

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

http://pasjonatkaksiazek.blogspot.com/p/2014.html

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...