Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frank Herbert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frank Herbert. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 lipca 2014

Frank Herbert - Diuna

Cykl: Kroniki Diuny
Tytuł: Diuna
Autor: Frank Herbert
Wydawnictwo: REBIS, Poznań 2007 (oryginalne 1965)
Strony: 670
Przekład: Marek Marszał

Diuna. Tytuł ten przewijał się w mojej głowie od dawien dawna. Kojarzyłam, że jest film, że jest książka, nawet dość popularna. Przyszedł więc moment, w którym powiedziałam sobie, że wypada dowiedzieć się coś więcej na jej temat. Tak oto w moich dłoniach pojawiła się cegła pod tytułem Diuna. Autor został nagrodzony wieloma nagrodami za napisanie tego dzieła, m.in. Hugo (1966) oraz Nebula (1965) [inf. z okładki], co tylko i wyłącznie zaostrzyło mój apetyt na powieść. Jest to pierwsza część cyklu Kroniki Diuny.

Arrakis to planeta, która nazywana jest Diuną. Tylko i wyłącznie na niej znaleźć można melanż- przyprawę, która przedłuża życie oraz umożliwia podróże kosmiczne. Ponadto ma jeszcze jedną właściwość- dzięki niej można przewidywać przyszłość. Władzę na Diunie sprawują Harkonnenowie, jednakże Padyszach Imperator Szaddam IV zarządza, aby ustąpili na rzecz rodu Atrydów, ich zaciekłych wrogów. Książę Leto wraz z synem Paulem oraz swą konkubiną Jessiką przybywają na Arrakis. Był to jednak zwykły podstęp.

Co mogę powiedzieć o tej książce? Na pewno jest trudna, używane jest w niej typowo naukowe słownictwo, a niektórych wydarzeń po prostu nie potrafiłam zrozumieć. Jest to powieść, którą należy czytać w pełnym skupieniu, najlepiej w samotności, by nic nie odwracało naszej uwagi. W tej książce liczy się każde zdanie. Chociaż autor zdradzał co wydarzy się dalej, czytałam, aby dowiedzieć się, jak do tego wszystkiego dojdzie. 

Tematyką główna jest oczywiście władza, pieniądz i potęga. Jednakże nie tylko. Zostaje tutaj poruszona problematyka ekologiczna. Diuna bowiem jest planetą, na której liczy się każda kropelka wody. Dlaczego? A no, Arrakis to jedna, wielka pustynia, a rdzenni mieszkańcy, Fremeni, nauczyli się wykorzystywać każde źdźbło wilgoci ze swego ciała za pomocą filtraków. Nie chcę zdradzać za dużo z fabuły książki, więc nie mogę opisać więcej. Były też inne niebezpieczeństwa prócz palącego słońca, mianowicie czerwy, pustynne stworzenia. W książce działo się tyle rzeczy, że ciężko zebrać je wszystkie do kupy. Akcja ciągle pchała się naprzód, zakręcała, by przybrać zupełnie inne tory... Podstęp goni podstęp, a zdrada zdradę. Nie zabrakło tutaj także miejsca na miłość.

Nie podobały mi się dziwne zachowania postaci. Frank Herbert ponadto postawił na to, aby opisać przemyślenia bohaterów. Ma to swoje wady i zalety, przyznam się, że mi osobiście czytało się to co najmniej dziwnie. W niektórych fragmentach nie bardzo wiedziałam co się dzieje i musiałam wracać do nich kilka razy. Książki tej nie da się pochłonąć jednym tchem, a przynajmniej ja nie potrafiłam. Zmuszona byłam robić sobie przerwy, gdyż trochę mnie męczyła.

Autor sprytnie przeplatał naukę z fantastyką, matematykę z magią i pisał o fizyce jak o czymś oczywistym. Nie zrażajcie się jednak, ponieważ z tyłu książki jest słowniczek. Moja radość była niemalże nieopisana, gdy go ujrzałam. Dodatkowo mamy opis religii Diuny, opis postaci oraz to co kocham: mapka. Mapki powinny być we wszystkich książkach! Książkę polecam każdemu, głównie fanom gatunku. Grafiki są dziełem pana Wojciecha Siudmaka.

OCENA: 4+/6

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...