Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyzwanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyzwanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 maja 2014

Maciej Słomczyński "Śmierć mówi w moim imieniu"

Tytuł: Śmierć mówi w moim imieniu
Autor: Joe Alex (Maciej Słomczyński)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980
Strony: 152


Moja domowa biblioteczka pęka w szwach, dlatego też uwielbiam w niej grzebać. Książki te mają swój czar. Dlaczego? Ano, większość z nich to lektury zakupione jeszcze przez moją mamę, książki mojego taty. Może jestem dziwna, ale uwielbiam zapach takich starych, zakurzonych stron. Śmierć mówi w moim imieniu zwróciła moją uwagę już dawno, leżała sobie na półce kusząc swoją okładką. Nie, nie dlatego, że jest ładna, a wręcz przeciwnie. Jest po prostu okropna. Czy coś, co jest okraszone czymś tak paskudnym może być ciekawe?

Joe Alex, autor kryminałów i detektyw-amator wraz z przyjacielem policjantem Scotland Yardu Benem Parkerem oraz panią archeolog Karoliną wybrali się do teatru na sztukę Krzesła Eugène Ionesco. Po skończonym przedstawieniu okazuje się, że aktor grający rolę Starego został zamordowany. Znaleziono go leżącego na kozetce w swojej garderobie z wbitym w pierś sztyletem. Rękojeść narzędzia zbrodni ozdobiona została napisem Pamiętaj, że masz przyjaciela... Okazuje się, że Stefan Vincy nie należał do łatwych ludzi. Alex i Parker mają przed sobą trudny orzech do zgryzienia...

Książka ta jest krótka. Te 152 strony powinnam przeczytać w jeden wieczór. No, ale cóż, nie stało się tak. Przyznam się szczerze, że ten kryminał czytało mi się ciężko. Pierwsze co uderzyło mnie w oczy, to to, że powieściopisarz jest lepszy w rozwiązywaniu zagadki kryminalnej, niż doświadczony policjant. Być może właśnie dlatego po kilku stronach odkładałam ją na bok. Po drugie mam wrażenie, że autor na siłę próbował utrzymać klimat tajemniczości, gdyż Joe Alex ciągle powtarzał, że podejrzewa, kto jest zabójcą, ale nie powie. Jak dziecko w przedszkolu...

Na pewno dużym plusem jest fakt, ze zakończenie było dla mnie zaskoczeniem, a ten, kogo cały czas obstawiałam okazał się niewinny. Dodatkowo autor wszystko logicznie wytłumaczył, jak, co i dlaczego, jak doszedł do tego, kto jest winowajcą. Niestety jednak muszę powiedzieć, że zrobił to w taki sposób, że przy czytaniu zamykały mi się oczy (chociaż to akurat mogę zrzucić na karby wstrętnej pogody, przez którą ciągle śpię), a niektóre zdania musiałam czytać po trzy razy, żeby je zapamiętać. Jeżeli chodzi o zdania, to poprzestawiałabym w niektórych szyk, bo czasami ciężko było je zrozumieć. 

Wydaje mi się, że jest to jedna z tych książek, które jednym się spodobają, drugim nie. Chociaż kryminał jest króciutki jest o wiele cięższy, niż np. książki Aghaty Christie. Pobudza szare komórki, ale moim skromnym zdaniem to nie wszystko, by powieść była dobra. Ta jest co najwyżej przeciętna.

OCENA: 3/6

wtorek, 13 maja 2014

Agatha Christie "Uśpione Morderstwo"


Tytuł: Uspione Morderstwo
Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, Warszawa 1995
Przekład: Anna Minczewska-Przeczek
Strony: 232

Jak wszyscy wiemy, pani Agatha Christie to autorka niemal kultowa. Wstyd sie przyznać, że ja na swoim koncie mam przeczytane dopiero jej dwa kryminały. Postanowiłam jednak nadrobić zaległości, więc sięgnęłam po Uśpione Morderstwo, które kurzyło się na półce wraz z kilkoma innymi książkami tej autorki.

Młoda mężatka Gwenda Reed wyrusza do Anglii, aby znaleźć wymarzony dom dla niej i dla męża. Przypadkiem trafia na posiadłość, która od razu ją zauroczyła. Nie czuła się jednak w niej swobodnie, miała wrażenie bowiem, że w domu straszy. Znaleziona przypadkiem tapeta, która sobie wymarzyła, bądź przeczucie, że w ścianie znajdowały się drzwi. Przerażona wybrała się do kuzynostwa swego męża, gdzie poznaje Pannę Marple. W czasie spektaklu w teatrze ucieka przerażona, ponieważ przed oczami staje jej scena z zamierzchłej przeszłości- scenę morderstwa...

Muszę przyznać, że pani Christie potrafiła pisać. Lubię książki, w których ilość dialogów i opisów jest mniej więcej zrównoważona. W tym przypadku dostaliśmy głownie dialogi, jednak o dziwo mi to nie przeszkadzało. Całkiem ten zabieg mi się spodobał. Czemu? Zapewne przez dobrze przemyślane postacie, których nie mogłam nie polubić. Chwalona przez wiele osób kreacja Panny Marple także zyskała moją sympatię.Główni bohaterowie, Gwenda i Giles są miłym małżeństwem i świetnymi detektywami. Z pomocą wyżej wspomnianej starszej pani, która podsuwa im pod nos różne możliwości, rozwiązują zagadkę.

W trakcie czytania kryminałów niejednokrotnie bywało tak, że przedwcześnie domyśliłam się, kto jest mordercą. Staram się łączyć wszystkie fakty w jedną całość, bawię się w detektywa. Przy lekturze Uśpionego Morderstwa kiedy już sądziłam, że wiem, kto nim jest, dostawałam nowe fakty, które zbijały mnie z tropu. Była to interesująca intelektualna rozrywka.

Książkę czytało się przyjemnie. Nie jest to jeden z tych ciężkich kryminałów, przy których boli głowa, a ma się wrażenie, że autor sam się zamotał w swoich pomysłach. Wręcz przeciwnie, wszystko łączy się w jedną całość. Z czystym sumieniem mogę ją polecić każdemu żądnemu zabaw w detektywa. Przy tej książce naprawdę się odpoczywa.

OCENA: 5/6

środa, 30 kwietnia 2014

Tomasz Pacyński "Smokobójca"

Tytuł: Smokobójca
Autor: Tomasz Pacyński
Wydawnictwo: Fabryka Słów, Lublin 2009
Strony: 400

Zbiory opowiadań są trudne do ocenienia. Jeden utwór jest zawsze lepszy, jeden gorszy. Chyba tylko raz czytałam taki o wyrównanym poziomie. Do Smokobójcy miałam trzy podejścia. Zwykle odkładałam książkę po pierwszej stronie, sama nie wiem dlaczego. Nie potrafiłam się w nią wczuć, poza tym chyba trochę się obawiałam treści zawartej między okładkami. W końcu udało mi się przebrnąć. Z jakim skutkiem? Już mówię.

Zbiór opowiadań podzielony jest na dwie części. Pierwsza z nich opowiada właśnie o tytułowym Smokobójcy, czyli rycerzu sir Rogerze z Mons. Są to cztery opowiadania:
1.Nagroda -Wszyscy wyczekują przybycia sławnego smokobójcy, gdyż jeden z potężnych, strasznych gadów pojawił się w miasteczku. Z kolei pewien szewczyk marzy o karierze równej rycerzowi. O dziwo los sprawia, że się spotykają. jaki będzie skutek tego spotkania? 
2. Zapłata -Wiedźma potrafi namieszać. To do wiedźmy wszyscy przychodzą po eliksiry, lekarstwa, klątwy. Ale wiedźma ma także swoje potrzeby, zwłaszcza, jeśli jest młodą kobietą. Nikt niestety nie chce jej ulżyć, czy to ze strachu, czy z odrazy. Wtedy pojawia się on, sir Roger. Za spełnienie jego prośby, kobieta życzy sobie intrygującej zapłaty. czy ją otrzyma?
3. Nic osobistego -Czy możliwe jest, aby smok znał sekrety ludzi? Okazuje się, że tak. Sir Roger musi zrobić coś, aby jego tajemnice nie wyszły na jaw.
4. Diabelska alternatywa- Egzekucja sir Rogera. Tłumy gapiów oczekują rozrywki, a kat zaciera już ręce. Czy uda mu się wyjść z tego cało?

Autor przenosi nas do średniowiecza pomieszanego z mitycznymi potworami, magią i zabobonami. Wszystkie te opowiadania się bardzo zabawne. Uśmiechnęłam się nie raz, gdy przewracałam kolejne strony książki. Utrzymane są na takim samym poziomie, spójne i bardzo ironiczne. Takie bajeczki z morałem.

Druga część, zatytułowana Komu Wyje Pies nie zrobiła na mnie takiego samego wrażenia. Mamy tutaj trzy opowiadania:
1.Komu Wyje Pies -Claymore Ramirez, zbój do wynajęcia. Stary szlachcic zleca mu zdanie, zabicie bestii. Z początku mężczyzna odmawia jednak ciekawość bierze górę. Po kolei odkrywa części układanki, będąc na tropie potwora w ludzkiej skórze.
2.Wspomnienie - Historia opowiedziana przez kota. Nie byle jakiego kota, tylko takiego, który za swego właściciela wybrał sobie czarodziejkę.
3. Dziedzictwo  -Opowiadanie o dziewczynce,bezdomnej i brzydkiej, która na każdym kroku styka się z niechęcią i brutalnością. Nie raz zgwałcona, nie raz pobita. Wkrótce miasto okrywa się mrokiem. Przy tej okazji przybywa łowca czarownic...

Ta część nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Komu wyje pies było bardzo fajne, aczkolwiek tak chaotyczne, pewne zdania, ba! nawet strony musiałam czytać kilkakrotnie, aby wszystko zrozumieć. Niestety do tej pory wydaje mi się, że się to nie udało do końca. Zdecydowanym faworytem jest Wspomnienie. Nie dlatego, ze jestem kociara, ale dlatego, gdyż to opowiadanie jest wzruszające. Na samym końcu naprawdę zakręciła mi się łezka w oku. Z kolei Dziedzictwo jest opowiadaniem... kiepskim. Nawet bardzo. Jest napisane bardzo chaotycznie, nie wiadomo o co w nim chodzi. Przeczytalam je kilka godzin temu i dalej się głowię, co autor miał na myśli.
Podsumowując, Smokobójca byłby bardzo dobrym zbiorem opowiadań, gdyby ograniczono się tylko do historii o sir Rogerze. Tak niestety jest po prostu średni i zostawia po sobie kiepskie wrażenie...
Plusik daję za piękne ilustracje, których autorem jest Dominik Broniek.



OCENA: 3+/6

niedziela, 6 kwietnia 2014

Peter V. Brett "Pustynna Włócznia"


Tytuł: Pustynna Włócznia
Autor: Peter V. Brett
Wydawnictwo: Fabryka Słów, Lublin 2011
Przekład: Marcin Mortka

Strony: 1172
UWAGA! W recenzji mogą znajdować się SPOJLERY, więc jeśli nie czytałeś/aś "Malowanego Człowieka" czytasz ją na własna odpowiedzialność.

Krasjanie przygotowują się do Wojny W Blasku Dnia, chcą podbić Zielone Krainy, aby zdobyć wojowników do Sharak Ka, wojny z demonami. Mieszkańcy Thessy muszą nauczyć się walczyć z Otchłańcami, ale i bronić się przed najeźdźcami z pustyni.

Wiecie co? Nie ma chyba nic bardziej rozczarowującego, gdy czyta się pierwszy tom powieści i okazuje się on świetny, a gdy sięga się z nadzieją po drugi okazuje się, że to jest kupa... i tutaj nie użyję niecenzuralnego słowa, a powinnam. Malowanego Człowieka przeczytałam jednym tchem. Myślę, że tą powieścią pan Brett tchnął nieco świeżości w literaturę fantasy. Była napisana świetnym językiem, a każda literkę pochłaniało się zachłannie nie mogąc się doczekać, aby przeczytać następny rozdział. Nie miałam wyjścia, nie mogłam przejść obojętnie obok Pustynnej Włóczni.

Zacznę może od samego początku, chociaż jest to dla mnie trudne, ponieważ jestem wściekła na autora. Po prostu wściekła w taki sposób, że chyba bym mu rzuciła jego własną książką w twarz. Pamiętacie Jardira? Tego samego, który pragnął zostać Wybawicielem i przez to postanowił zabić Arlena. Cóż, miałam nadzieję, że więcej o tym pomiocie szczyn wielbłąda nie przeczytam, a tu niespodzianka! Prawie 400 stron jest poświęcone nikomu innemu, jak temu zakichanemu zdrajcy! Poznajemy tutaj jego dzieje życiowe, jak przechodził swoje szkolenie, poznał Ineverę (swoją małżonkę, która była pustynnym odpowiednikiem Zielarki) oraz ogłosił się Wybawicielem. Niemalże rzuciłam o ścianę tą książką, bo jaki to miało cel? Moim zdaniem tylko po to, żebyśmy polubili tego... tego kogoś, albo po prostu pisanie co mu ślina na język przyniosła. Po drugie, zwyczaje Krasjan doprowadzały mnie do szału, jednak jestem to w stanie wybaczyć, w końcu to tylko książka. Niemniej jednak przez tą część powieści zanudziłam się jak mops błagając, abym przetrwała te męki.

Następnie wróciliśmy do Arlena, Rojera i Leeshy. Ach no tak, zapomniałabym, że autor na siłę wcisnął jeszcze Rennę. Pamiętacie ją? To ta sama, która została przyrzeczona Naznaczonemu, gdy ten miał ledwie jedenaście lat. Po co to? Ta postać kompletnie tutaj nie pasowała, do tego była taka bez sensu, taka sztuczna... Wciśnięta na siłę, jakby autor nie miał pomysłu na dalszą część. Arlen stał się też jakiś dziwny. Kompletnie brakowało mi tego silnego faceta, takiego oschłego, walczącego o swoją sprawę. Kolejna sprawa- Leesha. Przecież ta dziewczyna była taka zaradna, taka silna, a przeistoczyła się w prawie trzydziestoletnią trzpiotkę. Do tego zrobiła się naiwna i wystarczyło, że jakiś przystojny pan powie parę komplementów a już zamierzała podwijać spódnicę. No nie powiem, żeby jej do tego nie namawiała każda napotkana kobieta, ale wyglądało to tak, jakby zupełnie się wyrzekła swoich przekonań. A mój ukochany Rojer, mimo tego, że miał już osiemnaście lat nadal był małym chłopczykiem.

Fabuła zapowiadała się świetnie. Przecież trzeba zapobiec wojnie, dostarczyć runy wojenne do każdego, kto tylko tego pragnął, ale autor chyba postanowił poćwiczyć kompletne wodolejstwo. Zamiast zgrabnych opisów, jak w poprzedniej części mamy kwiecisty język godny romansidła. Naprawdę. Jakoś brakło mi tutaj tego czegoś, co miał w sobie Malowany Człowiek. Mam wrażenie, że wiele wątków zostało wepchniętych na silę, bez sensu, jakby autor pisał to pod wpływem jakiś środków odurzających...

No i jest jeszcze jedna rzecz, która mnie wkurza. Mianowicie wydanie książki w dwóch tomach. Na Otchłań! Wystarczyłoby zmniejszyć czcionkę, zmniejszyć marginesy, a do tego zwiększyć format stron i już mamy śliczny, jeden tom. Ale co ja tam wiem...
Może jeszcze skomentuję moją ocenę. Daję 3, ponieważ mimo wszystko dało się tutaj lekko, bo lekko, ale jednak, odczuć klimat poprzedniej części. Ponadto plus za śliczną okładkę oraz piękne ilustracje. (Jestem kobieta, nic nie poradzę na to, że lubię ładne rzeczy :D)

OCENA 3/6

poniedziałek, 31 marca 2014

Peter V. Brett "Malowany Człowiek, ks. II"

Tytuł: Malowany człowiek, księga II
Autor: Peter V. Brett
Wydawnictwo: Fabryka Słów, Lublin 2011
Przekład: Marcin Mortka
Strony: 313


Każdej nocy ludzie przeżywają koszmar. Gdy tylko dzień ustępuje na świecie materializują się demony. Spotkać można otchłańca ognia, wichru, skał. jeden jest bardziej niebezpieczny od drugiego, ale każdy równie żarłoczny. Jedyną ochrona przed potworami są runy, które niestety czasami zawodzą... Arlen, Leesha i Rojer to już dorośli ludzie. Każdy z nich posiada umiejętności, dzięki którym znajdują w sobie siłę, aby wypowiedzieć wojnę  Otchłańcom. Ich drogi niespodziewanie się krzyżują.

Musze przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem talentu autora. Książka wciągnęła mnie tak mocno, że straciłam kompletnie poczucie czasu przy lekturze, z resztą tak jak i przy pierwszej księdze. Główni bohaterzy są już dorosłymi ludźmi. Arlen ciągle pragnie walczyć z Otchłańcami, Leesha przebywa na nauce w Angiers, a Rojer wędruje po wioskach wygrywając melodie na swoich skrzypkach.

Akcja ciągle brnie do przodu. W zasadzie w całej objętości książki znalazłoby się tylko kilka fragmentów, które były jak dla mnie niepotrzebne. Poza tym czyta się ją bardzo, ale to bardzo szybko.

Jeśli chodzi zaś o minusy książki, to bardzo denerwowało mnie przedstawienie przez autora mężczyzn, którzy kręcili się wokół Leeshy. Nie wiem, może ja się nie znam, ale nie mam każdego mężczyzny za niewyżytego lubieżnika...  a tak właśnie autor ich przedstawił. Był to także jeden z najważniejszych tematów w jej życiu: ona chroni swego wianka, a każdy chce, by go w końcu komuś oddała... Naprawdę irytujące.

Polecam ta książkę każdemu fanowi fantastyki. Myślę, że ciężko się nudzić przy tej serii. Ja zabrałam się za kolejny tom Cyklu Demonicznego, a mianowicie za Pustynną Włócznię.

OCENA: 5/6

piątek, 28 marca 2014

Carola Dunn "Tajemnica Ogrodu Zimowego"

Seria: Kryminalne Przypadki Daisy D.
Tytuł: Tajemnica Ogrodu Zimowego
Autor: Carola Dunn
Wydawnictwo: Edipresse Polska SA, Warszawa 2013 (pierwsze wydanie 1995 r.)
Przekład: Agnieszka Jagodzińska
Strony: 319

Daisy pisze kolejny artykuł. Tym razem trafia do Chesire, do rezydencji Occles Hall. Gospodyni nie przyjmuje jej z otwartymi ramionami, a wręcz przeciwnie. Traktuje ją jak wroga numer jeden. Podczas fotografowania ogrodu zimowego ogrodnik zauważa zwiędłe kwity. Gdy przekopano rabatki odnaleziono zwłoki młodej dziewczyny. Kto chciał jej śmierci? Daisy postanawia rozwiązać ta zagadkę.

Nie było mnie tu już tydzień! Niestety, nie miałam weny na pisanie... Dziś jednak wracam pełna nowych sił i pomysłów. A dlaczego sięgnęłam po drugi tom przygód panny Dalrymple skoro pierwszy mnie nie urzekł? Ano, bo potrzebowałam czegoś niewymagającego, co oczywiście otrzymałam. Więc do rzeczy.

Daisy ma niebywały talent do znajdowania martwych ciał. Ewentualnie to po prostu nieboszczycy lubią ją, bo któż by miał tyle szczęścia, by w tak krótkim czasie być na miejscu zdarzeń dwóch morderstw? Na szczęście nie ja. Jednak gdyby nie to, nie otrzymalibyśmy takiej przyjemnej lektury jak ta książka.Muszę szczerze przyznać, ze tą cześć czytało mi się o wiele lepiej niż pierwszą. 

Nie wszyscy byli przychylni Daisy, tak jak to miało miejsce  w poprzednim tomie, co tylko nadawało smaczku całej historii. Dodatkowo dostaliśmy tutaj bardzo ciekawe postacie. Chociażby pani domu lady Valeria, która miała tak despotyczny charakter, że wszyscy schodzili jej z drogi, a dzieci i nawet mąż bali się sprzeciwić, bądź też Sebastian, przystojny syn lady Valerii, który ma swoje tajemnice, a ciągle żyje pod kloszem matki.

Co do fabuły, nie była może jakaś wyjątkowa. Zwykła historia kryminalna z wieloma przewidywalnymi wątkami, jednak tak spleciona, że do końca trzyma w napięciu. Nie jesteśmy bowiem pewni, czy nasze domysły są prawidłowe. Samo rozwiązanie było trochę smutne, ale według mnie trzymające się kupy. Oczywiście w książce nie zabrakło także panów Phillipa Petrie oraz niezawodnego inspektora Scotland Yardu, Aleca Fletcher.

Powieść ta zdecydowanie jest lepsza od swej poprzedniczki, chociaż historia kryminalna nie jest skomplikowana. Idealnie więc nadaje się na wieczór, po meczącym dniu, jako odskocznia. Ja skończyłam ją w dwa dni, niemal ją pochłaniając.

OCENA: 4/5


poniedziałek, 17 marca 2014

Graham Masterton "Sfinks"


Tytuł: Sfinks
Autor: Graham Masterton
Wydawnictwo: Amber, Warszawa 1992
Strony: 224
Przekład: Cezary Ostrowski

Gene Keiller, młody dyplomata na przyjęciu poznaje pociągająca Lorie Semple. Staje się ona jego obsesją, czymś, co chce za wszelką cenę zdobyć. Tajemnicza kobieta opiera się jednak jego zalotom, tłumacząc się, że ciąży nad nią jakieś fatum. Niezrażony Gene osiąga jeden swój cel, a tajemnica skrywana przez młoda kobietę okazuje się niezwykle przerażająca. Nie wie, że w kobiecie czai się bestia.

Masterton, jak już niejednokrotnie wspominałam, zawsze ma wyjątkowe miejsce w mojej biblioteczce. Przeczytałam wiele z jego książek, m. in. "Dziecko ciemności", czy "Wizerunek zła". Jedne mi się podobają, drugie natomiast są  kiepskie. Jak było ze "Sfinksem"?

Zacznę może od tego, że główny bohater był dla mnie trochę psychopatą. Jaki mężczyzna na siłę nachodzi kobietę, nagabuje ją, próbuje znaleźć jej miejsce pracy, mimo iż wielokrotnie odmawiała? No cóż, według mnie chyba tylko taki, który ma coś nie tak z głową. Nie polubiłam go ani trochę, bo poza tym dziwacznym zachowaniem był po prostu nijaki. 

Fabuła jest nawet ciekawa. Lubię książki, które wiążą się ze Starożytnym Egiptem. No, ale... nie potrafiłam się kompletnie wczuć w klimat tej książki. Zapewne dlatego, bo go nie było. Ten horror bardzo różnił się od poprzednich, które czytałam. Był taki... "niemastertonowy". Ma tylko 224 strony i przez każdą kolejną miałam wrażenie, że stoję gdzieś obok. Jakbym oglądała bardzo kiepski film.

Zakończenie przewidywalne do cna, nie wbija w fotel i nie zachwyca. Gdybym dopiero zaczynała przygodę z tym autorem, na pewno poprzestałabym na tej pozycji. Całe szczęście, że znam już potencjał Mastertona i wiem, że zdarza mu się napisać coś dobrego, więc na pewo jeszcze przeczytam niejedno. Nie polecam tej książki na pierwsze spotkanie z Mastertonem.

OCENA: 2/6

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

środa, 5 marca 2014

Mike Wilks "Wizjokrąg"

Tytuł: Wizjokrąg
Autor: Mike Wilks
Wydawnictwo: Egmont, Warszawa 2009
Przekład: Maciejka Mazan
Strony: 423

A gdyby tak można było wejść do obrazu? Nie każdy o tym wie, ale w ich wnętrzu roztacza się piękny, wspaniały świat Wizjokręgu. Młody chłopak, Mel z malej wioski Kop, obdarzony jest ogromnym talentem malarskim. Ma szansę za darmo uczyć się u mistrza Amrosiusa Blika. Jest to wspaniałe wyróżnienie. Po przybyciu do szkoły okazuje się jednak, że nie wszyscy sa mu przychylni, ale mimo to poznaje dwoje przyjaciół: Sojkę i Ludo. Czeka go ponadto spotkanie z Piąta Tajemnicą, terrorystyczna organizacją, aby się przed nimi uchronić ucieka w tajemnicze ścieżki Wizjokregu...

Są takie książki, które czyta się z zapartym tchem, są też takie, które mamy ochotę odłożyć po pierwszych kilku stronach. Wizjokrąg należy do tej grupy pomiędzy. Powieść tą zdobyłam w ramach wymiany na lubimyczytać.pl.

Czytając opis byłam ciekawa tej historii. Wejść do świata w obrazie? Super! Też bym tak chciała. Przyznam się szczerze, że nie przepadam za książkami młodzieżowymi. Są pisane innym językiem, tak, aby zainteresować młodszych czytelników. Po co o tym wspominam? A no, dlatego, ponieważ Wizjokrąg w swej prostocie zdecydowanie jest książką skierowaną w stronę bardzo młodych osób.

Fabuła jest ciekawa, naprawdę podoba mi się pomysł z wchodzeniem do obrazu, do tego świat, w którym trzeba płacić za Przyjemności, autor zdecydowanie się tutaj popisał. Na tym kończę jednak swój zachwyt. Akcja jest wartka, ciągle się coś dzieje, ale to wcale nie jest plus. W pewnym momencie staje się to po prostu nudne. Mam bardzo bujną wyobraźnię, lecz w tym przypadku nie umiałam zobaczyć w myślach tego wszystkiego. W pewnym momencie nawet nie pamiętałam, co czytałam stronę temu i musiałam do tego wrócić. Język, jakim posługuje się autor jest prosty i przyjemny dla oka.

Głównie bohaterzy są od siebie troszkę różni. Sojka jest odważną dziewczynką, Mel pełen pomysłów, energiczny, za to Ludo... jego polubiłam najmniej. Uważam, że jest tchórzem i egoistą. Ponadto mamy tutaj antagonistów, Arcyrządcę i Niemotę, chociaż moim zdaniem, w większości wtopili się w tło. Reszta postaci nie została tak dobrze nakreślona, a szkoda.

Uważam, że książka ma potencjał, jednak wydaje mi się, że zostanie bardziej doceniony przez młodszych odbiorców. Niestety, moje dziecięce patrzenie na świat zatraciło się bezpowrotnie i chyba nie jestem w stanie docenić tej pozycji. Jest to pierwszy tom WizjoTrylogii, ale po następne części raczej nie sięgnę.


OCENA: 3/5


Książka przeczytana w ramach wyzwań:

niedziela, 2 marca 2014

Jordan Belfort- "Wilk z Wall Street"



Tytuł: Wilk z Wall Street
Autor: Jordan Belfort
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2014
Przekład: Jan Kraśko
Strony: 511


Jordan Belfort (ur. 1962) -  w latach 90 XX wieku był jednym z najbardziej poważanych finansistów z Wall Street. Został oskarżony o liczne przestępstwa gospodarcze, które doprowadziły inwestorów do strat w wysokości 200 milionów dolarów. Urodzony w żydowskiej rodzinie. Zrobił oszałamiającą karierę jako współwłaściciel firmy brokerskiej Stratton Oukmonnt. Za dnia zarabiał tysiące dolarów, by nocą wydawać je na narkotyki, seks i zagraniczne podróże.
- Informacja z okładki



"Panowie wszechświata byli zbyt zajęci chlaniem wódy, whisky, dżinu i burbona tudzież wciąganiem  łykaniem wszelkich niebezpiecznych dragów, jakie tylko mogli zakupić za zawartość swego monstrualnie napęczniałego portfela."


Większość z Was na pewno widziała film. Ja także. Szczerze mówiąc, w trakcie seansu pomyślałam sobie, że reżyser i scenarzysta są chyba chorzy, albo mają jakiejś zboczenia, dewiacje, czy coś w tym rodzaju. W końcu kto tak żyje?! Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Z kina wyszłam zniesmaczona. Zaczęłam się głośno żalić koleżance, a wtedy ona mi przerwała mówiąc, że nie jest to fikcja i Jordan Belfort jest postacią z krwi i kości. Zmieniłam wtedy nastawienie do tego filmu. Zaczęłam więc grzebać w internecie i znalazłam. Dowiedziałam się nawet, że Wilk z Wall Street napisał książkę. Chciałam się przekonać, jak to wyglądało naprawdę.

Co mogę o niej powiedzieć? Jest napisana prostym, przystępnym językiem. 511 stron przemknęło przez moje oczy niczym burza, a emocje, jakie wywołała były... różne. Przez zniesmaczenie, po podziw, zdziwienie. Przez chwilę myślałam nawet o tym, by zaliczyć ją do kategorii fantastyka, bo to co się tam wyprawiało było dla mnie nie do ogarnięcia. Autor wymieniał takie kwoty pieniędzy, że robiło mi się słabo, dla niego miliony dolarów były niczym papier toaletowy. W końcu kto bogatemu zabroni? Były jednak fragmenty ( a nawet dość sporo), w których zanosiłam się śmiechem.

Autor opisuje swoje uzależnienie od seksu, narkotyków (tak, tak, łykanie kilkunastu "cytrynek" dziennie to była norma), adrenaliny, ale przede wszystkim od władzy.

"Władza odurzała jak wino. Trudno było jej się oprzeć"

Przez kolejne strony książki wchodzimy do jego głowy. Poznajemy historię z jego punktu widzenia, opisuje nam swoje myśli, lęki, ale robi to w bardzo satyryczny sposób. W pewnych momentach trudno mi było uwierzyć, że jest to dorosły mężczyzna, ojciec dwójki dzieci. Część też dzieliłam przez dwa. W końcu ktoś, kto tyle ćpa, niekoniecznie wszystko pamięta, albo pamięta w sposób zniekształcony.

W filmie dominowały narkotyki i seks. Nie rozumiałam do końca o co chodziło z tym, że FBI ściga głównego bohatera, bo nie zostało to, moim skromnym zdaniem, dobrze wytłumaczone. Z książką mamy zupełnie inną sprawę. Pan Belfort, prócz opisywania haju narkotykowego, skupia się na oszustwach, które robił i dokładnie je tłumaczy, tak, ze laik taki jak ja może to zrozumieć. Dzięki temu wszystko ułożyło się w jedną całość.

Po drugie, wiele rzeczy z tego filmu nijak się ma do książki. Wiadomo, że muszą trochę pozmieniać, by przyciągnąć większe rzesze do kina, ale mnie się ten zabieg nie podobał. Na rzecz nagich biustów pominęli bądź zmienili wiele istotnych szczegółów.

Jeśli jeszcze nie oglądaliście filmu to polecam najpierw przeczytać książkę, a ekranizacje potraktować jako uzupełnienie.



OCENA: 5/6

Ksiązka przeczytana w ramach wyzwania;

środa, 19 lutego 2014

Carola Dunn- "Śmierć w Posiadłości Wentwaterów"

Seria: Kryminalne Przypadki Daisy D.
Tytuł: Śmierć w posiadłości Wentwaterów
Autor: Carola Dunn
Wydawnictwo: Edipresse Polska SA, Warszawa 2013 (pierwsze wydanie 1994 r.)
Przekład: Katarzyna M. Bednarska
Strony: 286


Dwudziestopięcioletnia arystokratka Daisy Dalrymple postanawia postawić na swoim i zamiast zostać na utrzymaniu rodziny zarabia na życie. Zostaje dziennikarką i przypada jej zaszczyt napisania do gazety czegoś o posiadłości Wentwater. Wszyscy przyjmują ją bardzo serdecznie. Niespodziewanie następnego dnia po przybycie znajdują w jeziorze ciało jednego z gości tej szanowanej rodziny. Daisy miesza się w śledztwo, a przy okazji kręci się wokół przystojnego inspektora Scotland Yardu...

Cóż tu powiedzieć o tej książce. Jestem świeżo po przeczytaniu tej lektury i w sumie nie wzbudziła we mnie ona większych emocji. Sięgając po tą książkę nawet nie liczyłam na nic porywającego, po prostu potrzebowałam miłej lektury na rozluźnienie i to właśnie otrzymałam. 

Lord Wentwater poślubił młodziutką Annabel, która jest w wieku jego dzieci. Nie spoglądają na siebie życzliwym okiem, jeden z jego synów oskarża swa macochę o zdradę z Astwickiem, gościem domu. Kiedy znajdują jego zwłoki wszystko okazuje sie być oczywiste... ale czy na pewno tak jest?

W powieści przedstawione jest śledztwo, w głównej mierze opierającej się na przesłuchaniach mieszkańców. Przyznam się szczerze, że nie zainteresowało mnie to jakoś specjalnie. Nie czekałam z niecierpliwością na zakończenie, nie snułam swoich przypuszczeń. czytałam, bo czytałam. Nie potrafiłam się wczuć w klimat książki. Rozwiązanie całej historii było banalne.

Nie wiem co więcej mogłabym napisać o tej książce Przeczytałam ją całkiem obojętna. Nie była rewelacyjna, ale zła tez nie. Idealnie nadaje się na wieczory, w których chcemy trochę odpocząć bez myślenia, ot tak, po prostu trzymając w dłoniach ciekawą lekturę.

OCENA: 3/6

Ksiązka przeczytana w ramach wyzwania;



sobota, 15 lutego 2014

Elaine Cunningham- "Splątane Sieci"


Tytuł: "Światło i Cienie, ks. 2, Splątane Sieci"
Autor: Elaine Cunningham
Wydawnictwo: ISA Sp. z o. o., Warszawa 2004 (pierwsze wydanie za granicą 1996)
Przekład: Paulina Lewandowska
Strony: 379


Liriel i Fyodor wyruszają na odległy Ruathym w poszukiwaniu runy, która pomogłaby utrzymać szał berserkerski młodzieńca w jego woli, ponadto dzięki której Liriel mogłaby utrzymać moc Podmroku na powierzchni. W tym celu lądują na pokładzie Elficy, statku dowodzącego przez kapitana Hrolfa. Nie wszystko idzie jednak tak łatwo, jak można by się spodziewać. Shakti Hunzrin nie zapomniała o krzywdach, a do tego ktoś morduje morskie elfy...

Jak zapewne wspominałam już nie raz, uwielbiam panią Cunningham. Potrafi wykreować wspaniałe przygody, charakterystycznych bohaterów, ma mnóstwo pomysłów. Tworzy zawiłe intrygi, ale... No właśnie, jest jedno małe ale, o którym powiem już za chwilę.

Może od początku. Fyodora pokochałam już w pierwszej części. Jest to młodzieniec z zasadami, który stara się postępować zgodnie ze swoim własnym sumieniem. I tutaj wkracza nasza Liriel. Księżniczka, która jest egoistką, myśli tylko o sobie, robi mnóstwo przedziwnych rzeczy, a Fyodor w uwielbieniu dla mrocznej elfki zaczyna łamać swoje zasady. Z jednej strony to słodkie, ale z drugiej... Nie wiem czy lubie Liriel, na pewno mnie denerwowała. Druga rzecz, mimo całej jej nieznośnej postawy prawie wszyscy ją uwielbiali! Być może to po prostu ze mną jest coś nie tak, że nie mogłam jej znieść, zabawne, w końcu jest ona główną bohaterką. Uczucie, które rodziło się między tym dwojgiem przyprawiło mnie o nutkę zazdrości!

Druga sprawa, intryg znalazło się tutaj co niemiara. W pewnym momencie ciężko się było we wszystkim połapać, a niektóre z nich zostały rozwiązane po macoszemu, jakby bez pomysłu. W pierwszej części autorka poświęciła bardzo wiele uwagi Shakti Hunzrin, arcy wrogowi Liriel, by w tej części zepchnąć ją na dalszy plan, co mi się nie spodobało. 

Fabuła była bardzo ciekawa. Jak tylko przeczytałam, ze morskie elfy znaleziono zamarynowane w beczkach nie mogłam się oderwać. Jestem chora na punkcie historii dziejących się na morzu, pełnych piratów, itd. Napisana jest kwiecistym językiem, dopieszczonym kobieca ręką.

Mimo tych wszystkich wad, książka wzbudziła we mnie tyle emocji, że gdy skończyłam ostatnią stronę nie mogłam dojść do siebie. Cały czas myślałam o tej historii, a serce waliło mi jak młot. Oznacza to, że powieść była po prostu dobra. Niestety jednak pierwsza część dostarczyła mi więcej przyjemności, niż ta.

OCENA: 5/6


Książka przeczytana w ramach wyzwania:

niedziela, 2 lutego 2014

Dariusz Domagalski- "Cherem"

Tytuł: Cherem
Autor: Dariusz Domagalski
Wydawnictwo: Fabryka Słów, Lublin 2011
Strony: 328

Andrzej Domagalski, oficer ABW do spraw walki z sektami religijnymi przybywa do Gdańska w sprawie kontenera z dość niezwykłą zawartością. Znalazły się starożytne przedmioty, tabliczki z napisami, które potrafi rozszyfrować jedynie prawdziwy archeolog. W międzyczasie giną ludzie. Obrażenia na ich ciele świadczą o konfrontacji z dzikim zwierzęciem, ale jak jest w rzeczywistości? Co z tym wszystkim ma wspólnego mafia?

Zacznę może od okładki. Jest genialna, na obrazku nie widać niestety wszystkich szczegółów. Gdy podstawimy ją pod światło widać błyszczące symbole i napisy, bardzo mi się ten pomysł spodobał. Kolejne są opisy książki, głoszące nam wszech i wobec, że "wstrząśnie Twoją opinią o chrześcijaństwie" oraz że gdyby istniał nadal spis ksiąg zakazanych Cherem na pewno by się tam znalazł. No cóż, ja mam w tej sprawie trochę odmienne zdanie.  
Fabuła nie jest specjalnie skomplikowana, oficer ABW prowadzi śledztwo, odkrywa co raz to mroczniejsze szczegóły, we wszystko jest wplątana mafia, wielkie tajemnice, starożytne teksty, które traktują o podstawach religii... Myślę jednak, że ten pomysł miał potencjał, który niestety został zmarnowany.
Bardzo mnie denerwowało to, ze autor przedstawiał nam postacie, które nic nie wnosiły do powieści, opisywał nam ich życie, w sumie nie wiem w jakim celu. Większość książki była bowiem opisem życia poszczególnych bohaterów, a tak naprawdę niewiele się działo. Potrafił powtórzyć jedno i to samo w przeciągu całej powieści po parę razy, co tylko wywoływało frustrację. W pewnych momentach orientowałam się, że nawet nie czytam, tylko omiatam strony wzrokiem, byleby przejść dalej.
Styl oraz fabuła książki bardzo przypominały mi Grahama Mastertona, nie uważam jednak tego za coś złego, w końcu czytam jego książki niemal nałogowo. Pozycji pana Domagalskiego jednakże nie polecam. Naprawdę wypada słabo...


OCENA: 2/6

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

http://pasjonatkaksiazek.blogspot.com/p/2014.html


sobota, 25 stycznia 2014

John Grisham - "Wezwanie"

Tytuł: Wezwanie
Autor: John Grisham
Wydawnictwo: Amber, Warszawa 2009
Przekład: Jan Kraśko
Strony: 224

Ray Atlee, czterdziestoparoletni jest profesorem prawa. Jego ojciec, sędzia o nieskalanej opinii ciężko choruje, Ray dostaje więc pewnego dnia od niego list, w którym wzywa go do rodzinnego Domu pod Klonami. Gdy przyjeżdża na miejsce znajduje zwłoki ojca, testament leżący na biurku, a w szafce idealnie poukładane... trzy miliony dolarów, o których Sędzia nie wspominał w testamencie, ponadto ktoś zaczyna go zastraszać.

No cóż opis książki był zachęcający, do takiego stopnia, że napaliłam się na ta książkę jak głupia. A jaki był tego efekt? Męczyłam ją ponad dwa tygodnie, co jest dla mnie wstydem, gdyż książka ma tylko 224 strony! Wyszło tak dlatego, że książka jest nudna jak flaki z olejem, a fabuła przewidywalna do cna...
Ray Atlee postanawia przeprowadzić śledztwo skąd ojciec wziął te pieniądze. Jeździ więc przez pół książki od kasyna do kasyna, chowa pieniądze po schowkach. Te trzy miliony zaczynają spędzać mu sen z powiek, omamiają go i w pewnym momencie przejmują kontrolę nad jego życiem. Przy okazji próbuje się dowiedzieć, kto jeszcze wie o tym, że jest w posiadaniu takiej fury kasy. 
Napisana jest językiem prostym, przystępnym, wszelkie zawiłości prawne są wytłumaczone, tak aby każdy przeciętny czytelnik mógł się wczuć i wiedzieć o co chodzi. Jest to dla mnie ogromy plus. Dialogi są krótkie, niewymagające.
Niestety, po przeczytaniu 1/3 książki wiedziałam jak się skończy. Nie pomyliłam się ani trochę. Być może trafiłam na słabszą powieść tego pana, a czeka na mnie jeszcze Ława przysięgłych, po którą sięgnę w wolnej chwili.

OCENA: 3/6

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

http://pasjonatkaksiazek.blogspot.com/p/2014.html

czwartek, 9 stycznia 2014

Jane Mysen- "Wybranka Bogów, Przepowiednia"


Tytuł: Wybranka Bogów, Przepowiednia
Autor: Jane Mysen
Wydawnictwo: Elipsa, Warszawa 2000
Przekład: Anna Marciniakówna
Strony:192

Bogowie przekazali starej wolwie przepowiednię. Musi ją teraz zanieść ludziom. Przepowiednia ta dotyczy rodziny władcy dworu Jotungard. Na świat przychodzą dzieci Asmunda, bliźniacze dziewczynki. Wolwa oznajmia. że pierwsza z dziewczynek zostaje wybranką bogów, natomiast druga należy złożyć im w ofierze...

Dawno nie czytałam tak beznadziejnej książki. Napisana ona jest w czasie teraźniejszym, co na początku mi nie przeszkadzało, natomiast po kilku stronach zaczynało mnie to po prostu męczyć. Fabuła powieści według mnie jest nudna jak flaki z olejem, a dodatkowo bardzo przewidywalna. Raz po raz opisy jak ktoś kogoś bardzo pragnie, ciągłe powtórzenia, z których w sumie nic nie wynika, żadna z postaci nie zapada w pamięci. Naprawdę czytanie tej książki było dla mnie wysiłkiem.Na pewno nie należy ona do bestsellerów, jak to ktoś napisał na okładce. Nie polecam nikomu, jedno wielkie rozczarowanie.

OCENA: 1/6

Ksiązka przeczytana w ramach wyzwania:
Czytam Fantastykę

http://magicznyswiatksiazki.pl/czytam-fantastyke-2014/

2014 rok z 52 książkami

http://pasjonatkaksiazek.blogspot.com/p/2014.html

 

wtorek, 7 stycznia 2014

Margaret Mitchell- "Przeminęło z Wiatrem", t. I

Tytuł: Przeminęło z Wiatrem, tom I
Autor: Margaret Mitchell
Wydawnictwo: Czytelnik, Warszawa 1977
Przekład: Celina Wieniewska
Strony: 375


Scarlett O'Hara, piękna, szesnastoletnia dziewczyna. Urodą swą zachwyca wszystkich chłopców. Flirt to dla niej gra, w której jest mistrzynią. Potrafi zdobyć serce każdego mężczyzny, ale nie tego jedynego, którego naprawdę pragnie. Ashley Wilkes, obiekt westchnień niedorosłej panny, ożenić się ma z Melanią Hamilton. Dziewczyna chce zrobić wszystko, aby jednak zdobyć jego względy. Gdzieś między tymi wydarzeniami pojawia się Rett Butler. Tymczasem wybucha wojna...

Któż z nas nie słyszał o słynnej Scarlett O'Hara. Uwodzicielki, flirciary, niezwykle pięknej i próżnej. Margaret Mitchell stworzyła tak charakterystyczną postać, że na długo zostaje ona w pamięci. Dziewczyna ta jest niezwykle samolubna i egoistyczna. Pod pozorem dobroci i empatii manipuluje ludźmi w sposób mistrzowski. Słodkie minki, łzy i uśmiechy to jest jej najlepsza broń. Jednak nie można mieć wszystkiego, ale Scarlett nie należy do osób, które na to pozwalają. Nie potrafi się z tym pogodzić. 
Przyznam się szczerze, że główna postać mnie irytowała. Rozpuszczona mała dziewczynka, która nie może dostać zabawki i z tego powodu robi ludziom na złość. Gdy Ashley odrzuca jej względy, aby zranić mężczyznę wychodzi za mąż za Karolka Hamiltona. Nawet podczas, gdy wybucha wojna i giną ludzie, ona myśli tylko i wyłącznie o sobie, o tym jaka jest nieszczęśliwa, bo zamiast tańczyć, bawić się, radować ona musi pielęgnować chorych. Los chciał, że musiała zamieszkać z żoną swego ukochanego, Melanią.
Rett Butler, śniady mężczyzna po trzydziestce, o opinii łajdaka i łotra, nie przejmuje się zdaniem innych. Robi to co chce, wygłasza głośno swoje zdanie, czym imponuje Scarlett, nawet jeśli ona sama nie chce tego przed sobą przyznać. Potrafi przejrzeć ją na wylot. Ich losy ciągle się przeplatają.
Akcja toczy się powoli. Na początku książka mnie irytowała, bo miałam wrażenie, że to historia o niczym. W trakcie czytania jednak zaczęła się rozkręcać. Wszystko kręci się wokół wojny i jest ona głównym tematem tego tomu. Muszę przyznać, że dzięki tej książce dowiedziałam się o wielu zwyczajach, o których nie miałam pojęcia, np. o tym, że wdowy musiały nosić czarny welon przynajmniej przez trzy lata.
Książkę czyta się lekko i przyjemnie, aczkolwiek na dłuższą metę jest nużąca, dlatego też cieszę się, że wybrałam wydanie podzielone na kilka tomów, bo w całości na raz chyba bym jej nie przeczytała.

OCENA: 5/6

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
Ocalić od zapomnienia 

http://kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com/p/wyzwania-2014-r.html
 

czwartek, 19 grudnia 2013

Ogry


Tytuł: Ogry
Autor: Stephan Russbult
Wydawnictwo: Pascal, Bielsko-Biała 2011
Przekład: Małgorzata Wilk
Strony: 452


Mogda to ogr. Czego więc można sie po takim spodziewać, kradnie zwierzęta, straszy ludzi. Ale nie, ten nasz bohater jest zupełnie inny. Posiada coś, czego nie mają jego pobratymcy- inteligencję. Musi więc stanąć na wysokości zadania, spełnić przepowiednię i uratować świat!

Przyznaję się szczerze, ze książkę męczyłam prawie dwa tygodnie. Do zakupu powieści zachęcił mnie opis, mówiący o ironicznym humorze, wartkiej akcji czy trzymaniu w napięciu. Niestety nie znalazłam w niej nic podobnego. Co więcej, książka irytowala mnie swoją infantylnością. Autor silił się na poczucie humoru, a tak szczerze jego żarty nie bawiły mnie ani trochę. Co gorsza, gdy czytałam tą książkę po kilku stronach orientowałam się, że nic a nic z niej nie pamiętam. W rezultacie nie mam z niej żadnych wspomnień, poza tym, że była nudna. A ogry, które najpierw były opisywane jako tępe i głupie miały o wiele więcej inteligencji, niż autor chyba zamierzał im dać.
Nie polecam!

OCENA: 2/6 

 

Książka przeczytana została w ramach wyzwania "Czytam Fantastykę":

 

http://magicznyswiatksiazki.pl/czytam-fantastyke/

 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...