Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dystopia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dystopia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2015

Przegląd czytelniczy

Dzisiejsza "recenzja" będzie obejmować trzy powieści, które przeczytałam o ostatnim czasie.

Tytuł: [requiem]
Autor: Lauren Oliver
Gatunek: Dystopia
Opis: Rewolucja rozlewa się na cały kraj, oddziały rządowe śledzą i brutalnie tępią grupy Odmieńców. Jako członkini ruchu oporu Lena znajduje się w samym centrum konfliktu. Rozdarta między Aleksem i Julianem walczy o swoje życie i prawo do miłości.W tym samym czasie Hana prowadzi bezpieczne, pozbawione miłości życie u boku narzeczonego – nowego burmistrza Portland. Wkrótce drogi dziewczyn znów się zejdą, a ich spotkanie doprowadzi do bolesnej konfrontacji. 
lubimyczytac.pl

Moje wrażenia: Po lekturze książki będącej zwieńczeniem przygód Leny spodziewałam się...w zasadzie niewiele. Nie mogę więc chyba powiedzieć, że jestem rozczarowana, mimo to po skończeniu tej powieści odczułam najzwyklejszy na świecie niesmak. Moim skromnym zdaniem, autorka nie powinna pisać więcej książek. [delirium] było cudowne, nie potrafiłam się od niej oderwać, druga część nie zachwyciła mnie prawie wcale, a trzecia... [reqiem] to po prostu kolejna młodzieżówka, z płaczącą, niezdecydowaną nastolatką, która próbuje odgrywać dorosłą, waleczną osóbkę. Wprowadzenie trójkąta miłosnego to chyba najgorsza rzecz, którą Oliver mogła zrobić. W powieści tej poznajemy także losy Hany , najlepszej przyjaciółki Leny, po zabiegu. Jej historia tylko mnie nudziła. Kolejną rzeczą, którą autorka spaprała było otwarte zakończenie. Myślę, że cała ta powieść pisana była na siłę, bez jakiegokolwiek pomysłu. Tej pani już podziękujemy. 


Tytuł: Igrzyska śmierci
Autor: Suzanne Collins
Gatunek: Dystopia
Opis: Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny – musi troszczyć się, by zapewnić byt młodszej siostrze i chorej matce, a już to zasługuje na miano prawdziwej walki o przetrwanie...
lubimyczytac.pl
Moje wrażenia: Książka nie jest zła, czyta się ją bowiem szybko i lekko. Pomysł autorki jest wart przynajmniej 10 punktów. Nie mogę jednak powiedzieć, by ta powieść była wybitna. Ot, takie czytadełko dla uprzyjemnienia letniego wieczoru. Być może po prostu jestem już zbyt stara na takie "dramatyczne" pomysły, albo po prostu oczekuję po książce czegoś innego, niż nastolatkowie wybijający się w pień ku uciesze gawiedzi. Co mi się nie podobało w powieści? Ano, Katniss, której kompletnie brakowało inteligencji w stosunkach z Peetą.


Tytuł: Czarne wzgórza
Autor: Nora Roberts
Gatunek: Romans, Kryminał
Opis: W malowniczej Dakocie Południowej, pośród gór i dzikich zwierząt, rozgrywa się akcja tej pięknej powieści. Wychowana na farmie Lil poznaje Coopa, nowojorskiego chłopca, będącego na wakacjach. Nigdy nie zapomną pierwszego uczucia, lecz gdy spotkają się po latach, będą już innymi ludźmi. Lil, obrończyni zwierząt, prowadzi rezerwat. Coop, detektyw, wraca na farmę dziadków, by zacząć nowe życie. Oboje nie zamierzają ulegać dawnym sentymentom. Tymczasem w rezerwacie zaczynają dziać się dziwne rzeczy: po serii niewyjaśnionych zabójstw ktoś zaczyna prześladować Lil... 
lubimyczytac.pl

Moje wrażenia: Kolejna powieść z cyklu: ona irytująca, on jeszcze bardziej. Ona go nie chce, ale on chce ją i zrobi wszystko, żeby ją zdobyć, nawet wejdzie z butami w jej życie. A w tle tego wszystkiego wątek kryminalny, który zdecydowanie leży i kwiczy. Główny złoczyńca sztampowy do bólu, główni bohaterowie oklepani, cała sceneria przesycona słodyczą... czyli wszystko to, czego nie lubię najbardziej. Końcówka przewidywalna, ale w taki sposób, który bardzo przeszkadza. Nie znalazłam zbyt wielu plusów w Czarnych Wzgórzach... a właściwie to chyba żadnego.

środa, 11 marca 2015

Lauren Oliver - [pandemonium]

Seria: Delirium, tom II
Tytuł: [pandemonium]
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Otwarte, 2012
Pierwsze wydanie: 2012
Przekład: Monika Bukowska
Gatunek: Dystopia
Strony: 376

Lena żyje w świecie, w którym [miłość] uznano za niebezpieczną chorobę. Ludzie poddawani są zabiegowi, po którym już nigdy nie będą mogli kochać. Tuż przed operacją dziewczyna zakochuje się w Aleksie. Ich wspólna ucieczka kończy się tragicznie... Wśród dymu i płomieni Lena widzi twarz ukochanego po raz ostatni. Z utraconej [miłości] i bólu rodzi się nowa Lena Morgan Jones - członkini ruchu oporu.Podejmuje się niebezpiecznej misji. Na jej drodze staje tajemniczy Julian.
opis z okładki

Jeśli zapytalibyście mnie, który autor moim zdaniem najbardziej zepsuł dobrze zapowiadająca się serię, bez wahania wskazałabym Lauren Oliver. Autorka ta, na jej nieszczęście, stacza się po równi pochyłej i, jeśli w trzeciej części przygód Leny nic się nie zmieni, uderzy z impetem o dno. Podczas gdy [delirium] było historią spójną, dopracowaną, z ciekawymi postaciami, tak [pandemonium] to kicz, utrzymany w nurcie powieści młodzieżowych, które, w wielu przypadkach, są bez ładu i składu. W poprzedniej części nawet schematy wydawały się być interesujące i intrygujące, a tutaj są po prostu nudne. Moje rozczarowanie jest tak ogromne, że nie da się tego w żaden sposób opisać. [delirium] spodobało mi się głownie dlatego, bo było bardzo intymną historią Leny. Dziewczyna zaczynała się pomału przebudzać, widzieć rzeczywistość taką jaką jest, a nie taką, jaką jej wmówiono. Kiedy sięgałam więc po kontynuację, liczyłam na coś utrzymanego w podobnym tonie. Domyślałam się, że skoro dołączyła do ruchu oporu będzie to coś bardziej ogólnego, jednak nic nie przygotowało mnie na to, co otrzymałam. Było to jak uderzenie obuchem w tył głowy. No i muszę sprostować opis. Julian nie był w żaden sposób tajemniczy...

Książka podzielona jest na rozdziały, w których przeplatają się wydarzenia rozgrywające się zaraz po przekroczeniu granicy przez główną bohaterkę oraz na te, które dzieją się obecnie (WTEDY i TERAZ). Nie powiem, był to zabieg dość ciekawy. Historia została tak skonstruowana, że nie w żaden sposób nie utrudniało to czytania. Obawiam się jednak, że Oliver postanowiła porzucić w pewnym momencie historię WTEDY, gdyż wyglądała tak, jakby została urwana w połowie. Wydarzenia dziejące się w TERAZ były dla mnie koszmarem. Zaczęło się dość intrygująco, ale później akcja zaczynała mnie drażnić. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, powiem tylko, że chodziło o porwanie, ucieczkę i płaskie intrygi...

Jak już wspomniałam, zarówno fabuła jak i strona techniczna powieści kuleje. I to bardzo. Uważam, że autorka nie przyłożyła się do dopracowania swojej powieści. Nie chodzi o język, do niego nie mam zastrzeżeń, ale same wydarzenia wydają się być trochę irracjonalne. Tego, ile razy Lena została poraniona i uwięziona nie sposób zliczyć. Myślę, że każdy człowiek po czymś takim ledwie słaniał by się na nogach, ale ona nie miała problemu z wielogodzinnym marszem. Poza tym, autorka w pewnych momentach pisała w taki sposób, że bardzo się gubiłam. Lena skradała się do pewnego miejsca, które miało być pilnie strzeżone, po czym wychodzi sobie z niego jakby nigdy nic. Za dużo zbiegów okoliczności jak na mój gust. Ponadto powieść ta jest przewidywalna do bólu. Było wiele fragmentów, w których po prostu wiedziałam, co się stanie potem.

Teraz będę się pastwiła nad bohaterami tej powieści. Samą Lenę uwielbiałam w pierwszym tomie. Była dla mnie jedyną nastoletnią bohaterką, która nie biła po oczach swoją infantylnością, niezdecydowaniem i nielogicznym zachowaniem. W [pandemonium] na samym początku też taka była. Z dziewczęcia przerodziła się w silną kobietę, która walczyła o to, co chce osiągnąć, bardzo zazdrościłam jej determinacji i woli walki. Na początku załamana strata ukochanego, podnosiła się. W pewnym momencie jednak autorka całkowicie zmieniła koncepcję kreacji Leny i z silnej, niezależnej dziewczyny zrobiła typową nastolatkę, która do końca nie potrafiła się zdecydować skąd jej zawiewa. Innymi słowy przeszła ona ewolucję wsteczną. Druga postacią, której miałam serdecznie dość i żałowałam, że w ogóle w tej książce się znalazła jest sam Julian. Osiemnastolatek był w swoim zachowaniu gorszy, niż Triss z Przywoływacza Dusz, a tym, którzy nie czytali ani książki, ani recenzji wspomnę, że był to dorosły mężczyzna, który wylewał więcej łez, niż niejedna z nas, drogie panie. Chłopak nie miał za grosz charakteru, a do Aleksa mu bardzo, bardzo daleko. Poza nimi znalazło się tutaj także mnóstwo innych postaci, z których na największą uwagę zasługuje Raven. Dziewczyna może i nie wzbudziła we mnie najlepszego wrażenia, jednak jest najlepiej scharakteryzowaną bohaterką tej książki.

Nie będzie tajemnicą, jeśli zdradzę, że między Leną i Julianem dochodzi do czegoś więcej. Było to oczywiste i sztampowe, a ja nie mogę tego autorce wybaczyć. Po cudownym Aleksie, który zdobył moje serce, Oliver zafundowała nam płaczącego mazgaja, który był bardziej dzieckiem, niż czternastoletni chłopcy. Nie mam dla niego usprawiedliwienia, a przez to, co przeżył powinien być o wiele silniejszy. Rozumiem, że autorka chciała wprowadzić coś dramatycznego, żeby Julian również zobaczył, jak wygląda deliria, ale można było skonstruować świetną historię bez tego dziwacznego "romansu", który zepsuł mi cały odbiór książki... Coś, co miało być wzruszające, w rezultacie było denerwujące i niepotrzebne.

Oczywiście, [pandemonium] to nie same wady, chociaż plusów za wiele znaleźć nie mogę. Na pewno na wyróżnienie zasługuje ilość akcji, która dominuje w całej powieści. Ciągle coś się dzieje,  bohaterowie ciągle gdzieś uciekają, a Lena walczy, kombinuje, wędruje. Książkę ponadto czyta się niezwykle szybko, ja osobiście skończyłam ją w jeden dzień. Niestety, nie jestem w stanie znaleźć więcej zalet tej powieści, co niezwykle mnie smuci, gdyż naprawdę miałam nadzieję, że nie zawiodę się na twórczości autorki. Po [requiem] na pewno sięgnę, tylko i wyłącznie po to, aby sprawdzić, jak zakończyła się cała historia, bo już nie wierzę w to, że Lauren Oliver będzie potrafiła mnie czymś zaskoczyć.

piątek, 30 stycznia 2015

Lauren Oliver - [delirium]

Seria: Delirium, tom I
Tytuł: [delirium]
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Otwarte, 2012
Przekład: Monika Bukowska
Strony: 360

Miłość. Największa choroba, zakaźna, doprowadzająca do obłędu, a nawet śmierci. Amor deliria nervosa pochłonęła już niejednego, ale nie martwcie się. Istnieje lekarstwo na ten stan rzeczy. Remedium podawane każdemu mieszkańcowi Portland, gdy tylko ukończy odpowiedni wiek. Młoda dziewczyna nie może się już doczekać swojego zabiegu, nie może się doczekać, kiedy w końcu będzie szczęśliwa i spokojna. Odlicza miesiące, tygodnie, dni, jednak nawet nie wie kiedy uderzy w nią piorun. Amor deliria nervosa...

Jeśli ktoś śledzi karierę pana Christiana Bale'a, to wie, że ów aktor zagrał w filmie pod tytułem Equilibrium. Kocham ten film z całego swojego serca, widziałam go miliony razy. Jestem więcej, niż pewna, iż zdarzy mi się go obejrzeć jeszcze nie raz. Opowiada on historię pewnego kraju, zwanego Librią, gdzie wymyślono lekarstwo na uczucia. Każdego, kto odczuwał ścigano i mordowano. Dlaczego o nim wspominam? A no, gdyż pani Oliver niewątpliwie czerpała z niego inspirację przy tworzeniu swego dzieła. Na początku myślałam, że będzie to po prostu kopia, dlatego podchodziłam do tej pozycji jak kot do wody. Muszę przyznać, że myliłam się, ale dopiero po lekturze dowiedziałam się, jak bardzo. Jest to przykład książki, w której autorka udowadnia, że nawet raz przedstawiony pomysł można ukazać na nowo.

Lena, główna bohaterka powieści ma jeszcze kilka tygodni do swojego zabiegu. Nie może się go doczekać, tylko o nim ciągle myśli. W końcu nie będzie musiała odczuwać strachu przed chorobą, nie będzie musiała przestrzegać godziny policyjnej. Będzie mogła po prostu żyć. Wraz ze swa przyjaciółką, Haną, snują marzenia o swym przyszłym, nowym życiu. Na drodze dziewczyny jednak pojawia się on. Alex, chłopak, który burzy całkowicie jej światopogląd, chociaż właściwiej byłoby powiedzieć, że otwiera jej oczy, wyrywa z zaślepienia i pokazuje, co tak naprawdę jest ważne...

Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Dawno żadna mnie tak nie porwała, nie uderzyła z całą swoją mocą, tak, że nie mogłam spać, gdyż musiałam wiedzieć, co będzie się działo dalej. To nie jest tandetna historyjka o miłości, jakich wiele mamy na naszym czytelniczym rynku. Jest to historia o dojrzewaniu, o buncie. Lauren Oliver napisała naprawdę dopracowaną powieść. Pod względem wykreowanego świata, nie mam się do czego przyczepić, a wręcz przeciwnie. Mogę go pochwalić. Nie mamy tutaj typowych kast, jednak podział na biednych i bogatych jest widoczny. Mieszkańcy nie mogą sami decydować o tym z kim chcą wziąć ślub, ani nawet ile maja mieć dzieci, a granice są zamknięte. Dorosłe życie zostaje z góry zaplanowane przez rząd podczas ewaluacji, ostatecznego testu przed zabiegiem. 

Najbardziej urzekło mnie to, iż książka ta jest bardzo osobistą, intymną historią Leny, nastolatki uparcie dążącej do wybranego celu, której życie w pewnym momencie po prostu runie, jak zwykły domek z kart. Przebudzenie dziewczyny nie następuje gwałtownie. Walczy sama ze sobą, a jej konflikt wewnętrzny jest zarysowany rewelacyjnie, ponadto wątpliwości, które odczuwa ona, odczuwałam i ja. W końcu odkrywa, że to, czym karmiono ją od dzieciństwa, było po prostu papką na mózg. Książka napisana jest w narracji pierwszoosobowej, ale w dość specyficzny sposób. Autorka użyła czasu teraźniejszego, co przyznam szczerze, było zabiegiem idealnym. Na samym początku mnie drażniło, jednak po czasie, doszłam do wniosku, że tylko taka forma opowiedzenia historii ma sens. Przemyśleń Leny mogłoby być troszeczkę mniej, ale nie mogę się czepiać, gdyż dzięki temu ta postać została idealnie oddana. Brakowało mi jednak troszkę bardziej scharakteryzowanych Hany i Aleksa, a zwłaszcza tego drugiego.

Sama historia jest wzruszająca. Łzy leciały po moich policzkach niejednokrotnie, a na samej końcówce zamieniło się to w cichy szloch. Ponadto autorka zadbała o specyficzny klimat powieści, trzymający w napięciu, otoczony mgiełką tajemnicy, buntu i dorastania. Podsumowując, dawno nie czytałam nic tak rewelacyjnego. Dystopia to nie jest mój ulubiony gatunek, ale sięgam po niego, gdyż za każdym razem mam nadzieję, że mnie coś zaskoczy. W tym przypadku się udało, nawet jeśli pomysł ten już został przerobiony. Obawiam się kolejnej części, nie chcę, aby zatraciła swój intymny wyraz, mam jednak nadzieję, iż tak nie będzie.

czwartek, 9 października 2014

Kiera Cass - Jedyna

 Seria: Selekcja, tom III
Tytuł: Jedyna
Autor: Kiera Cass
Wydawnictwo: Jaguar, 2014
Przekład: Małgorzata Kaczorowska
Strony: 320

America wraz z innymi dziewczętami utrzymuje się w ścisłej czołówce Eliminacji. Walka trwa nadal, a ona jest największą faworytką do tytułu księżniczki i zdobycia korony. Na drodze staje jej jednak król, który żywi do niej nienawiść. Tymczasem rebelianci stają się co raz bardziej śmiali. America ma plan, jednak czy uda przekonać się jej do niego Maxona?

Przyznam się szczerze, że ta część wypadła chyba najlepiej ze wszystkich. Coś w końcu zaczyna się dziać, jakaś akcja, która trzyma w napięciu. Frakcja północna w końcu  się pokazuje i, powiem szczerze, zaskakiwać. America w pewnych momentach jest równie irytująca, ale bardzo ją polubiłam w tym tomie. Pokazała na co ją stać, pokazała, że nadaje się na królową.

Było wiele fragmentów, które zostały poucinane w połowie. Autorka tylko je zarysowała, w zasadzie nie wiem po co, skoro i tak nie próbowała niczego wytłumaczyć, a przydałoby się. Książka nabrałaby jeszcze większego smaczku. No i Kiera Cass postanowiła nas zaszokować, bo nawet zdarzyło się jej kogoś uśmiercić... niekoniecznie mi się to podobało, ale miało sens.

Trójkąt Ami, Maxon i Aspen Kiera Cass rozwiązała w taki sposób, jakby o tym całkiem zapomniała i przypomniała sobie przy samym końcu. Oczywiście to, jak się to skończy było do przewidzenia, ale moim zdaniem, mogła włożyć w to więcej emocji. Poza tym nie podobało mi się, że Ami cały czas nie chciała zwierzyć się ze swoich uczuć Maxonowi. Nie sądzę by była na to zbyt dumna, raczej się po prostu bała. Co do niezdecydowania miłosnego Americi, uważam, że ten trójkąt był zupełnie niepotrzebny. Aspen był gdzieś tam, zupełnie obok, znów jako tło powieści. Jak dla mnie obeszłoby się bez takich zawirowań i też można by było stworzyć świetną historię.

Wiem, że więcej marudziłam, niż chwaliłam, ale uwierzcie mi: naprawdę podobała mi się ta część. Przeczytałam ją tak, jak poprzednie, czyli jednym tchem. Była dla mnie o wiele lepszą rozrywką i potrafiła trzymać w napięciu. Co do całej serii... ze swojej strony polecam ją wszystkim paniom. Która z nas nie chciałaby prze chwile żyć jak księżniczka? Myślę, że seria Selekcja nam to w pewien sposób umożliwiła.

piątek, 26 września 2014

Kiera Cass - Elita

Seria: Selekcja, tom II
Tytuł: Rywalki
Autor: Kiera Cass
Wydawnictwo: Jaguar, 2014
Przekład: Małgorzata Kaczarowska
Strony: 328
 
Z 35 dziewcząt, które przybyły do pałacu na Eliminacje zostało jedynie 6. Jest w nich również America Singer, która postanowiła zawzięcie walczyć o serce księcia Maxona. To z tej szóstki zostanie wyłoniona przyszła królowa. Niestety, uwielbienie Maxona do dziewczyny nie wystarczy, gdyż król nie aprobuje wyboru syna. America robi coś, co nie podoba się potencjalnemu teściowi. Czy mimo to, ma szansę?

Na Waszych blogach pisałyście, ze Elita jest gorsza od Rywalek. Ja uważam inaczej, mi bardziej podoba mi się drugi tom tego cyklu. Nie jestem w stanie stwierdzić, dlaczego. Może z tego powodu, iż skończyło się bezgraniczne uwielbienie do Ami, może to, że dziewczyna wreszcie pokazała swój charakterek, a może też dlatego, że w tej części było o wiele więcej akcji, niż w Rywalkach. Ataki rebeliantów na pałac stały się częstsze, co naprawdę sprawiało, że krew szybciej krążyła w moich żyłach. Właśnie takich momentów wyczekiwałam w tej książce, a nie tylko bajecznych sukni i rozterek miłosnych.

A co do rozterek miłosnych... były one co najmniej dziwne. Nie rozumiem Ami, sama nie potrafi się zdecydować, którego mężczyznę woli. Czy Aspena? Młodzieniec jest teraz gwardzistą w pałacu i, mimo iż Ami zna zasady, urządza sobie z nim schadzki. Moim zdaniem trochę go tym zwodzi. A Maxon? Nie powinna chyba mieć ataków zazdrości, skoro sama do końca nie jest z nim szczera. Nie potrafię zrozumieć także tego, dlaczego po prostu z nim nie porozmawia o tym co czuje lub myśli.To był największy minus tej części.

Aspen i Maxon są mężczyznami z dwóch rożnych światów. Którego wolę? W tej części chyba żadnego. Albo oboje. Nie umiem się zdecydować, gdyż Aspen jest taki stanowczy i męski, za to Maxon na pewno byłby dobrym królem, ponadto jest po prostu słodki, ale chyba nie tego się oczekuje od mężczyzny. Bardzo się ucieszyłam, że autorka postanowiła pokazać nam więcej tego pierwszego, gdyż tego właśnie zabrakło w pierwszej części książki.

Książka jest w pewnych momentach przesłodzona, by później autorka wyrównała to brutalnym opisem. Przyznam się szczerze, że w momencie aż zacisnęłam zęby z żalu. Podobało mi się także to, że Kiera Cass postanowiła nas bardziej wdrożyć w historię kraju, poprzez pamiętniki Gregorego Illei. Przyznam się szczerze, że każdy taki fragment czytałam z wypiekami na twarzy. I tak, jak się spodziewałam, okazuje się, że idealny władca wcale nie jest taki... idealny.

Elita tylko wzbudziła mój apetyt na następną część. Całe szczęście, ze kupiłam od razu cała trylogię, bo inaczej umierałabym z ciekawości. Czy polecam? Jasne, polecam jak najbardziej. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni przy czytaniu Selekcji. Myślę jednak, ze należy brać serię z dużym dystansem i przymrużeniem oka, bo dopiero wtedy można czerpać z niej pełną przyjemność.

wtorek, 23 września 2014

Kiera Cass - Rywalki


Seria: Selekcja, tom I
Tytuł: Rywalki
Autor: Kiera Cass
Wydawnictwo: Jaguar, 2014
Przekład: Małgorzata Kaczarowska
Strony: 336

Kiedyś, z nudów, załączałam MTV, czego teraz nie robię nawet, gdy umieram od nic nie robienia. Leciały tam wszelkiego rodzaju programy, które z muzyką niewiele miały wspólnego. Najbardziej zapamiętałam dwa: Rock of Love oraz Daisy of Love. Były to reality show, w których główna postać szukała miłości. Cóż się tam nie wyrabiało... zazdrość, kłótnie, całowanie, jednym słowem granie na uczuciach i emocjach. Nie sądziłam, że ktoś przeniesie ten pomysł na kartki książki.

Rozpoczęły się Eliminacje, konkurs, w którym książę Maxon spośród 35 kandydatek wyłoni swoją małżonkę. Dla większości z nich jest to szansa na lepsze życie, gdyż są to zwykłe dziewczyny z ludu. Kastowe podziały zanikają w Pałacu, gdzie wszystkie zostają umieszczone. Od tego czasu każda traktowana jest jak księżniczka. Wszystkie dziewczyny cieszą się z szansy danej od losu. Wszystkie, prócz Americi Singer. Dziewczyna jest 5, pochodzi z kasty artystów, ma swojego ukochanego Aspena i nie obchodzi jej możliwość wyjścia za mąż za księcia. Dla rodziny decyduje się jednak wziąć udział w Eliminacjach. Gdy przekracza pałacowe mury w głowie zaczyna jej krążyć myśl, czy na pewno pragnie opuścić wyścig o koronę?

Miałam nie kupować Rywalek. Miałam poczekać, aż przejdzie szał na tą pozycję i dopiero wtedy jej poszukać. Niestety, a może właśnie stety, nie udało się. Książką byłam zauroczona, zanim ją przeczytałam, a wszystko to za sprawą bajecznej okładki, opisu oraz recenzji, które co rusz pojawiały się na Waszych blogach. Spędziłam z tą książką dwa wieczory, a moje odczucia są pozytywne. Nie obyło się jednak bez wad, ale o tym zaraz.

Na początek wspomnę o fabule, która bardzo mnie urzekła. Autorce udało się zaczerpnąć inspirację z tandetnych show, ogłupiających młodych ludzi. Pokazała, że nie każdej dziewczynie chodziło o miłość, niektórym bowiem zależało jedynie na sławie, uwielbieniu i koronie. Świat wykreowany przez Kierę Cass również mi się spodobał. Wszystko dzieje się po Czwartej Wojnie Światowej, w stosunkowo młodym kraju, który nazywa się Illea. O ile się nie mylę, jest to dystopia, a ja pierwszy raz mam do czynienia z takim gatunkiem literatury. Pomysł z kastami społecznymi był strzałem w dziesiątkę. Czyż w końcu na świecie nie ma krajów, w których taki system funkcjonuje? Ponadto ataki rebeliantów na pałac dodają całości smaczku.

America wydała mi się  osobą dobrą i uczynną, myślącą przede wszystkim o innych, a dopiero na końcu o sobie. Czego mi w niej zabrakło? Takiego pazura, którego pokazała przy pierwszym spotkaniu z Maxonem. Samego księcia polubiłam chyba najbardziej. Jest młody, nieobyty, ale czy nieśmiały? Tego chyba nie potrafię stwierdzić. Na pewno cała ta sytuacja go przerasta, chyba nikt nie lubi być naciskany, zwłaszcza, jeżeli chodzi o uczucia. Poza tym, weźmy pod uwagę też, iż są to jego pierwsze doświadczenia z kobietami. I tak, moim zdaniem, zachowuje się szarmancko. Jeśli chodzi o ukochanego Ami, Aspena, to nie mam o nim kompletnie zdania. Jest zepchnięty na bok książki i, w zasadzie, dochodzę do wniosku, że mogłoby go nawet nie być, bo w pewnym momencie całkiem o nim zapomniałam.

Uważam, że było tutaj za mało akcji. Książka toczy się pomału, nie ma tu jakichś specjalnych zwrotów, ani takiej prawdziwej walki między kobietami o mężczyznę (bądź koronę). Można to zrzucić na karby tego, że całą historię poznajmy z punktu widzenia Americi, która nie wchodzi specjalnie w konflikty. Szkoda też, że zarysowane zostały tylko dwie dziewczyny z trzydziestu pięciu, mianowicie Merlee oraz Celeste. Ta druga jest zdecydowanie czarnym charakterem w powieści. I jeszcze jeden minus, za mało mowy było o świecie, w którym toczy się akcja, mimo to potrafiłam się w nim odnaleźć. Książkę polecam, naprawdę polecam. Jest przyjemna, czyta się ją szybko, jednak jest to raczej historia rozrywkowa, która ma umilić kilka godzin życia. Nie spodziewajcie się fajerwerków, raczej czegoś przyjemnego i rozluźniającego.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...