sobota, 1 listopada 2014

Małe ogłoszenie

Ostatnio zaniedbałam bloga. Nie jest to spowodowane moim lenistwem, a jedynie zderzeniem z uczelnianą rzeczywistością. Przede mną pisanie pracy magisterskiej i głównie na tym muszę się teraz skupić. Nie wiem, jak długo potrwa ten stan. Myślałam, że będę w stanie wszystko pogodzić, jednak nie potrafię skupić się na swojej pasji, gdy milion innych rzeczy krąży gdzieś po orbicie mojego umysłu, w związku z tym muszę na jakiś czas zawiesić bloga. Nie, nie porzucam go na zawsze, prędzej, czy później wrócę, gdyż nie potrafiłabym już żyć bez blogosfery. Na razie jednak odstawiam moje małe miejsce w internecie w kąt. 
Do zobaczenia, moi drodzy! :)


poniedziałek, 27 października 2014

Corina Bomann - Wyspa Motyli


Tytuł: Wyspa Motyli
Autor: Corina Bomann
Wydawnictwo: Otwarte, 2013
Przekład: Paulina Filippi-Lechowska
Strony: 464

Wielokrotnie powtarzałam, ze nie lubię odkładać niedoczytanych książek. Zawsze wtedy mam dziwne uczucie pustki, w końcu nie po to zaczynam czytać, aby ot tak porzucić opowieść w połowie. Czasami jednak po prostu nie jestem w stanie czegoś przeczytać do końca. Po prostu patrzę na literki i zastanawiam się, co autor miał na myśli, bądź dlaczego wszystkim się to podoba, tylko nie mi?  Patrząc po ocenie tej książki na LC, powinnam być niemalże zachwycona tą lekturą. Przykro mi, ale nie. Nie dałam za nią na szczęście dużo, kupiłam ją bowiem z gazetą za niecałe dwanaście złotych, co tak naprawdę osłodziło mi gorycz po rozczarowaniu tą lekturą.

Diana to wzięta prawniczka. pewnego dnia dowiaduje się, że jej mąż ją zdradza. W tym samym czasie Emmely, jej ciotka ma kolejny uraz i możliwe jest, że nie przeżyje kolejnych dni. Bez słowa, Diana pakuje swoje rzeczy i wyjeżdża do Anglii. Na łożu śmierci ciotka wyjawia jej, że ich rodzina skrywa wielką tajemnicę, a kobieta musi ją odkryć kawałek po kawałku. Wyjeżdża zatem na Cejlon, gdzie próbuje rozwikłać zagadkę...

Co mam do zarzucenia "Wyspie Motyli"? Właściwie to, mówiąc kolokwialnie, że jest nudna, jak flaki z olejem. W tej książce niemalże nic się nie dzieje! Czytałam o kolejnych poczynaniach naszej wziętej prawniczki i w sumie... nic, kompletnie nic. Z natury jestem wścibska, więc powinnam rzucić się na tą książkę i jej nie odkładać, aby dowiedzieć się, cóż to za wielka tajemnica i klątwa ciąży na tej rodzinie, jednak autorka ani trochę nie wzbudziła we mnie instynktu detektywa. Czytałam po dwie, trzy strony i odkładałam ją na półkę, by znów po pół godziny do niej wrócić. Po tygodniu męczarni stwierdziłam, że to jest gra nie warta świeczki.

Historię poznajemy poprzez opis poczynań Diany oraz poprzez opis życia Grace i Victorii, dwóch sióstr, z których Grace była prapraprababką prawniczki. Doprowadzało mnie to do szału, wolałabym abyśmy poznawali całą tajemnicę łącznie z główną bohaterką. Cóż to za przyjemność, kiedy my dowiadujemy się więcej, niż sama zainteresowana? Nie wiem, może Wam coś takiego pasuje, ale mi ani trochę. Czy zżyłam się z jakąkolwiek bohaterką? Ani trochę. Jak dla mnie jedynie Grace miała odrobinę charakteru, pozostałe były w sumie wciśnięte po to, aby było. Diana to jedna z takich postaci, których nie lubię. Czemu? Bo zachowuję się irracjonalnie. Kobieta ma prawie czterdzieści lat, a do tego jest prawniczką, a kiedy okazało się, że mąż ją zdradza po prostu uciekła, nawet z nim nie rozmawiając. Dianą targały emocje, rozwaliła cały pokój ze złości, by później się okazało, że po prostu uczucie między nimi wygasło. Mi się wydaje, że gdyby nic do niego nie czuła, nie zachowałaby się jak furiatka i nie wzbudziłoby to w niej takiego gniewu.

Co jeszcze mi się nie podobało? Wiele rzeczy, brakłoby mi miejsca, aby wszystko spisać. Myślę, że muszę też wytknąć sposób, w jaki autorka opisywała kolejne podpowiedzi. Nie podobało mi się to, że lokaj rodziny, pan Green, podkładał wskazówki. Wolałabym nie być w to wtajemniczona, kompletnie mi to nie pasowało. Do tego czułam się tak, jakby autorka musiała prowadzić mnie za rączkę i nie pozwoliła samej odkrywać zagadki. Ponadto wiele czytelniczek rozpisywało się na temat pięknych, malowniczych opisów. Cóż, ja ich nie zauważyłam.

Mimo iż uważam, że książka jest słaba, a nawet gorsza, są też plusy.  Właściwie jeden. Na początku pani Bomann zadbała o tajemniczy, niemalże fantastyczny klimat książki. Przez chwilę czułam się, jakbym zatopiła się w ten świat, jakby rodzinny sekret pochłonął i mnie. Niestety, nie trwało to długo. Dość tego narzekania. Nie chciałam tak bardzo skrytykować tej książki, jednak naprawdę nie znalazłam w niej wiele do zachwalenia... Może Wam się spodoba, jednak w moim odczuciu szkoda marnować na nią czas.

sobota, 25 października 2014

Jeaniene Frost - Jedną nogą w grobie

Seria: Nocna Łowczyni, tom II
Tytuł: Jedną nogą w grobie
Autor: Jeaniene Frost
Wydawnictwo: MAG, 2011
Przekład: Anna Reszka
Strony: 392

Cat Crawfield, półwampirzyca i morderczyni nieumarłych pracuje teraz jako agentka specjalna dla rządu. Nadal nie zrezygnowała ze swojego hobby, czyli mordowania złych wampirów i ghuli. Minęło cztery lata odkąd ostatni raz widziała Bones'a. Okazuje się jednak, że Cat, Ruda Kostucha, staje się obiektem łowów płatnych zabójców i tylko on może jej pomóc...

Pierwsza część bardzo mi się podobała. Oczywiście, że zaopatrzyłam się we wszystkie wydane w Polsce egzemplarze, ale teraz się zastanawiam, czy dobrze zrobiłam. Jedną noga w grobie wzbudziła we mnie skrajne emocje, od zniesmaczenia po rozbawienie. Kiedy w pierwszej części Cat była zwykłą dziewczyną, tak w tej stała się zwykłą, niezwyciężoną zabijaką. Rozumiem, że autorka chciała pokazać, jaką transformację przeszła główna bohaterka, jednak do mnie to nie przemawiało. Wiele razy powtarzałam, że lubię twarde babki, ale nie takie. 

Relacja Bones-Cat też straciła na wartości. Ta chemia, którą wyczułam czytają pierwszą część, w tym momencie zamieniła się w coś wulgarnego, opartego tylko na jednym. Wiele razy powtarzali sobie, że się kochają, ale brakło mi tego czegoś. Sceny erotyczne, właściwie jedna scena erotyczna, była dla mnie przesadzona i niesmaczna. No, ale są gusta i guściki. Myślę, że autorkę trochę poniosło...

Postacie drugoplanowe były słabo widoczne. Byłoby miło, gdyby Jeaniene Frost poświęciła trochę więcej Tate'owi, albo Juanowi. Relacja z Noah była dodana jakby z musu, aby wszystko się ładnie układało. Nawet o kocie było za mało! Denise, przyjaciółka Cat była tylko tłem powieści, która pojawiła się tylko po to, aby autorka mogła wepchnąć spotkanie Bones'a z naszą agentką.

A teraz kilka słów na obronę tej książki. Akcja brnie do przodu, nieustannie coś się dzieje, nie ma żadnych przestojów. Czyta się ją niesamowicie szybko, skończyłabym ją w dwa wieczory, gdybym się troszeczkę nie rozleniwiła. Dodatkowo Bones... nie dziwię się, że Cat tak bardzo za nim szalała. Bawiłam się przednie, gdy przystojny wampir spotykał się z matką półwampirzycy. Te ich kłótnie były interesujące.

Po następną część też sięgnę, skoro już ją kupiłam. Myślę jednak, że muszę zrobić sobie przerwę od tego typu książek, gdyż mój mózg jest zdecydowanie przeładowany niewymagającą lekturą o zjawiskach paranormalnych. Potrzebuję teraz prawdziwego, klasycznego fantasy...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...